Bohaterowie, z którymi chciałabym spędzić sylwestra

Recenzentki Książek

Robisz imprezę sylwestrową. Wyobraź sobie, że możesz zaprosić dowolnego bohatera z książki, serialu lub filmu. Kogo wybierzesz?
PRZYJACIELE – Internet głosi, że w 2018 roku dzięki Netflixowi wieczory nie będzie spędzało się z przyjaciółmi, ale z „Przyjaciółmi”, bo cały serial będzie dostępny na platformie. I tak sobie pomyślałam, że chciałabym, aby na moim sylwestrze obecna była Rachel, Phoebe, Monica, Ros, Joey i Chandler. Co to byłaby za noc!

MERCEDES THOMPSON – kobieta kojot z serii książek Patricii Briggs o wilkołakach ma temperament, poczucie humoru i mam wrażenie, że impreza z nią byłaby pełna przygód.
KATE DANIELS – bohaterka z „Magia kąsa” to kolejna temperamentna kobieta, która na pewno nie pogardziłaby kilkoma głębszymi.
PULPET, RUBY, LIAM, ZOE – z serii „Mroczne Umysły”, bo po prostu bardzo ich lubię.

GANDALF – bo kto ma najlepsze fajerwerki? Oczywiście, że Gandalf! Ta impreza robi się coraz ciekawsza.
LEGOLAS – będziemy czesać jego ładne, długie włosy, a on zaśpiewa nam jakąś elficką piosenkę.

HARRY POTTER, HERMIONA GRANGER I RON WEASLEY – ktoś musi posprzątać bałagan, a kilka zaklęć szybko załatwi sprawę. Specjalnie dla nich przygotuję piwo kremowe. Zgredek też jest mile widziany!

THOR, LOKI (TEN MIŁY), TONY STRAK, MŁODY SPIDER MAN I KAPITAN AMERYKA – coś czuję, że z nimi impreza byłaby całkiem ciekawa. Paru przystojniaków w ładnych wdziankach zawsze się przyda. Oby reszta gości nie pomyślała, że to striptizerzy. 

ARTHUR I EAMES -  z filmu „Incepcja”, bo totalnie shippuje tę parę. A kolejni przystojniacy nie zaszkodzą.
DEREK SHEPHERD – z serialu „Chirurdzy”, bo przy tak wybuchowej mieszance lekarz zawsze się przyda. Zresztą, to McDreamy!
STILES I DEREK – z serialu „Teen Wolf”, bo Stilesa uwielbiam, a Derek, cóż jest Derekiem.
Czas wysłać zaproszenia, trochę spóźnione, ale mam nadzieję, że dadzą radę! A kogo Wy chcielibyście na swojej imprezie sylwestrowej?
Gaba

0 komentarze :

Nowy komentarz? Super! Dziękujemy! :-)

Magia kąsa - Ilona Andrews. Kate Daniels powraca w nowym wydaniu!

Recenzentki Książek

Wielu fanów czekało na wznowienie tej serii i w końcu – udało się! Dostaliśmy Kate Daniels w nowej, odświeżonej wersji! Prawdziwie wciągające urban fantasty, bohaterka z ciętym językiem i ostrym mieczem, sprawa do rozwiązania i wielki zły kocur, który zwie się Władcą Bestii i przy okazji jest panem gromady zmiennokształtnych.
Wyobraź sobie świat u szczytu technologicznego rozwoju i nagły wybuch magii, który wszystko niszczy. W Atlancie eksploduje magia i całkowicie blokuje technologię. Każda jej fala zatrzymuje działanie samochodów, samolotów i innych urządzeń, bez których ludzie wcześniej nie wyobrażali sobie życia. Gdy fala odchodzi, wszystko ponownie zaczyna działać. To jest świat Kate Daniels, a w jej żyłach płynie czysta magia. Gdy Kate dowiaduje się o śmierci swojego opiekuna, szybko podejmuje decyzje – musi znaleźć zabójcę i rozwikłać bardzo niebezpieczną zagadkę. Wiąże się to ze współpracą z Gromadą i Władcą Bestii, który jest nieobliczalny i ma swoje własne plany.
Ilona Adrews to nie jedna osoba, a małżeństwo, piszące wspólnie pod pseudonimem – Ilona i Andrew Gordon. Tworzą przede wszystkim urban fantasty i znani są właśnie z serii o Kate Daniels. Wydawnictwo Fabryka Słów zapowiedziało powrót serii, kolejne części prawdopodobnie zostaną wydane w 2018 roku, na co bardzo czekam. To jedna z serii, które sprawiają, że po przeczytaniu jednej części, chce się więcej i jeszcze więcej. Po zakończeniu „Magia kąsa” od razu chciałabym przeczytać drugi tom – „Magia parzy”.
Nowe wydanie to nowa oprawa – Fabryka Słów zapowiada piękne, magiczne okładki. Przypominają mi te z „Zawód Wiedźma”. Mają w sobie fantastyczny klimat. Jeśli porównacie je z tymi z pierwszego wydania, to zauważycie, że są o wiele lepsze. W klimacie dobrego, rasowego fantasty. Książki nie ocenia się po oprawie, ale już wiemy, że „Magia kąsa” to świetna powieść, więc zasługuje również na świetną oprawę.
Akcja płynnie szybko, płynnie i niesamowicie wciąga. Bohaterka jest wyrazista, od razu się ją lubi i chciałoby się napić z nią piwa, pogadać o magii i najlepszych walkach. Świat wymyślony przez autorów ma niesamowity potencjał – to zmierzenie cywilizacji i techniki z nieujarzmioną magią. Wampiry, zmiennokształtni i przerażające stwory, które wywołują ciarki. Jeśli kojarzycie piękne wampiry, to w tej książce poznacie ich prawdziwe oblicze. Nie ma ładniutkich wampirów, są za to mrożące krew w żyłach umarłe bestie, wywołujące odruch wymiotny. Nie chcielibyście ich spotkać w nocy. I to mi się podoba! W „Magia kąsa” paranienormalne postaci są groźne i nieobliczalne, rządzą się starymi prawami i jedno nieostrożne słowo może ich sprowokować. Kate nie musi się nawet odzywać, samą swoją postawą potrafi ich wkurzyć, co zawsze pakuje ją w tarapaty. Nie jest więc miło i puszyście, mamy za to dużo akcji, ciekawy wątek kryminalny, brutalną walkę, dużo emocji i zakończenie zapowiadające jeszcze lepszą kontynuację.
„Magia kąsa” była mi polecana już kilkakrotnie jako najlepsze urban fantasty. I nie zawiodłam się! Jest jeszcze lepiej, niż myślałam. Wciągnęłam się od pierwszej strony i nie mogłam oderwać do samego końca. Kate ma poczucie humoru, które uwielbiam, nigdy się nie poddaje, prawie z każdym pakuje się w pyskówki słowne, jednak wie, kiedy trzeba odpuścić. Podoba mi się jej temperament i nie ma co ukrywać, wokół tej dziewczyny cały czas coś się dzieje!

Uwielbiam wizję świata ukazaną w tej serii, liczę na jeszcze więcej magii, która ściera się z technologią, pradawnych stworzeń, zmiennokształtnych i Kate – z większą dawką ironii i zapału do walki! Wszystkim, którzy sięgną po raz pierwszy po tę serię, polecam! Jedyny minus jest taki, że książka kończy się zdecydowanie zbyt szybko. 
Ocena: 4,5/5
Recenzja: Gaba Rutana 
Wydanie II
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Recenzja powstała przy współpracy z portalem,
Fanart w grafice autorstwa Celtran

0 komentarze :

Nowy komentarz? Super! Dziękujemy! :-)

Goodbye Days, Jeff Zentner - Jeden sms, który zmienił wszystko

Recenzentki Książek

Ta historia od razu kojarzy mi się z efektem motyla – trzepot skrzydeł motyla może spowodować trzęsienie ziemi w Tokio. Coś z pozoru zwykłego, prosta czynność, wywołuje tragedię. „Gdzie jesteście, chłopaki? ODPISZCIE” – sms o takiej treści wysłał Carver do swojego przyjaciela, Marsa, który w tym samym czasie prowadził samochód. Siedziała w nim reszta kumpli Carvera. Wszyscy zginęli. Carver przechodzi załamanie, grozi mu więzienie, chociaż najgorsze jest zmierzenie się ze śmiercią najlepszych przyjaciół i ich bliskimi, którzy również nie mogą pogodzić się z tą tragedią. „Goodbye Days” uczy o tym, jak wybaczać innym i... sobie.
Poruszająca powieść dla młodzieży w gatunku New Adult – tak mogę określić nową książkę Jeffa Zentnera, autora „Król węży”. To kolejny autor, który bezbłędnie trafia do młodych serc. Pisze prawdziwe, trochę smutnie, z ważnym przesłaniem i całą gamą emocji. Po tę powieść sięgnęłam z ciekawości oraz z myślą o poszukiwaniu czegoś świeżego na rynku książek YA.
„Goodbye Days” to dojrzała historia, pełna emocji i wzruszeń. Przepełniona psychologią oraz uczuciami, o których wstydzimy się mówić. Z drugiej strony, momentami była delikatnie przegadana. Książka obnaża psychikę postaci, analizuje bohaterów kawałek po kawałku, odsłaniając ich lęki oraz nadzieje. Jednak... czegoś mi zabrakło. Mimo że powieść Zentner jest niezwykle autentyczna, pełna bólu i cierpienia, to jednak w niektórych fragmentach była przeanalizowana – nie zostawiając tym samym czytelnikowi miejsca do interpretacji.
Mimo wszystko tematyka śmierci przyjaciół i straty jest tak mocnym wątkiem, przy którym nie można się nie wzruszyć. W kategorii powieść młodzieżowa to z pewnością historia w punkt – ma inteligentnego bohatera, tragedię w tle, która uczy i pozwala wyciągnąć wnioski, że każde nasze działanie może przynieść straszliwe konsekwencje. Carver wysłał niewinny sms do swoich przyjaciół, gdy ci w tym samym czasie byli w trakcie jazdy samochodem. To doprowadziło do wypadku. Zentner zgłębia kontrowersyjny temat, skłania nas do zastanowienia nad tym, czy bohater ponosi winę i czy z tą tragedią można sobie poradzić?
Jeśli szukacie książki, która wywoła u Was łzy, to „Goodbye Days” jest dla Was idealna. To mocna powieść, nie mam żadnych wątpliwości, że wzbudza emocje. Z drugiej strony wyróżnia ją specyficzny styl, który jednym przypadnie do gustu, a u innych może wywołać niewielkie znużenie podczas czytania.
Poczucie winy, depresja, stany lękowe, mądre przesłanie oraz analiza tego, jak można poradzić sobie z taką tragedią. Co mi się spodobało, pisarz ukazuje świat ludzi, którzy swoje serca mają jak na dłoni – ważne są więc tutaj emocje i na nich głównie się skupiamy.
„Goodbye days” może nie zatrzęsło moim światem, jednak mam sentyment do tej powieści – za jej dojrzałość, niezwykle trudną historię, świetną psychologię postaci oraz przesłanie, jakie za sobą niesie. To książka dla młodzieży – wiele uczy, ukazuje trochę inny świat – prawdziwe życie, pełne problemów, za które trzeba brać odpowiedzialność. Nasze czyny, nawet te najbardziej banalne, mają wielkie znaczenie. Polecam wszystkim fanom oryginalnych i nieszablonowych młodzieżówek.
Ocena: 3/5 
Recenzja: Gaba Rutana
Recenzja powstała dzięki współpracy z portalem,

0 komentarze :

Nowy komentarz? Super! Dziękujemy! :-)

Książki ze świątecznym klimatem – czyli co czytać w święta!

Recenzentki Książek

Każdy z nas czeka na chwilę świętego spokoju, gdy możemy zrobić sobie gorącą czekoladę, usiąść w fotelu i poczytać książkę. Bez stresu, że rano trzeba wstać do pracy. Święta to dla mnie czas spokoju i relaksu. Lubię wejść w ten magiczny klimat i poczytać historię typowo świąteczną. Po jakie książki z wątkiem Bożego Narodzenia warto sięgnąć?
Może to banalne, ale uwielbiam „Opowieść wigilijną” Dickensa. Ma w sobie prawdziwą magię świąt, mimo że jest już znana, to i tak cały czas wzrusza i skłania do refleksji. Lubię po nią sięgać, szczególnie w czasie świąt. To jeden z klasyków, który nigdy się nie nudzi.
Właśnie czytam „Światło” Jay Asher i ta książka to synonim świątecznej atmosfery. Bohaterka razem z rodzicami co roku wyjeżdża do Kalifornii sprzedawać choinki. Dużo gorącej czekolady, dużo choinek i rodzinnej atmosfery. Jest też chłopak idealny – przystojny, wygadany, z dobrym sercem, ale i tajemnicą.
Pamiętam, że dwa lata temu sięgnęłam po zbiór opowiadań „Podaruj mi miłość. 12 świątecznych opowiadań” i były one naprawdę dobre! W takim typowym cukierkowym klimacie świąt, który możecie kojarzyć z filmem „To właśnie miłość”.
Kolejne świąteczne opowiadania, które mam na mojej półce to „W śnieżną noc”. Książka skupia się na kilku bohaterach, których życie zmieni się w jedną śnieżną noc. Podobało mi się, że wątki opowiadań splatają się ze sobą. Warto sobie przypomnieć tę książkę!
Mamy też kilka polskich pozycji, które naprawdę bardzo lekko i fajnie mi się czytało. „Serce z piernika” Magdalny Kordel opowiada historię Klementyny, której dom przez cały rok pachnie piernikami. Książka ma w sobie to charakterystyczne ciepło, którego szukamy w święta. Podobnie jest z książką „Garść pierników, szczypta miłości” Natalii Sońskiej – jej bohaterką jej Hanna, skupiona na szybkim życiu zorientowanym wokół kariery. Nagle na jej drodze staje Wiktor, a Hanna zaczyna ulegać nie tylko jemu, ale i świątecznej, domowej atmosferze.
Coś w tych książkach jest – niektóre może nie są idealne, ale mają w sobie ten niepowtarzalny klimat, który jeszcze bardziej odczuwamy w święta. Lubię jeszcze bardziej podkręcić go sobie świątecznymi książkami. Pierniki, bombki, choinki, ciepła herbata i kolorowe skarpetki, babciny barszczyk z uszkami... I książki. To moje ukochane wyznaczniki świąt.
Życzę Wam tego magicznego momentu na odpoczynek w święta – niech będzie to czytanie książki, oglądanie ulubionego filmu, spacer z rodziną czy po prostu, to, co sobie wymarzycie. U mnie w domu już wiedzą, że jeśli ktoś przeszkodzi mi w moim relaksie, sacrum, czytaniu na fotelu z czekoladą, zawinięta w koc niczym precel, to... Mikołaj nie przyjdzie do niego w następnym roku ;)
Pozdrawiam świątecznie
Gaba 

0 komentarze :

Nowy komentarz? Super! Dziękujemy! :-)

Najlepsze serie fantasty na jesień

Recenzentki Książek

Moja biblioteczka w dużej mierze składa się na serie – to mieszanka fantasty z postapokaliptyczną wizją świata. Jesień to najlepszy czas na czytanie — jest zimno, a koc i dobra książka staje się najlepszym przyjacielem książkoholika. Za jakie serie warto się zabrać, aby jak najlepiej spędzić długie, jesienne wieczory?
IGRZYSKA ŚMIERCI – SUZANNE COLLINS
Każdy z Was, nawet jeśli nie czytał „Igrzysk śmierci”, to i tak kojarzy tę historię. Pierwsza postapokaliptyczna seria, którą przeczytałam, wstrząsająca wizja świata i dużo emocji.
Katniss Everdeen mieszka razem z siostrą i matką w dystrykcie dwunastym. Wszystkie dystrykty składają się na Panem, okrutne państwo wybudowane na ruinach dawnej Ameryki Północnej. W jego centrum znajduje się bogaty Kapitol, otoczony dwunastoma dystryktami. Co roku odbywają się Głodowe Igrzyska, a każdy dystrykt musi oddać chłopca i dziewczynę, którzy wezmą udział w turnieju na śmierć i życie, transmitowanym w całym Panem. Główną narratorką książki jest Katniss, która po śmierci ojca musi opiekować się swoją rodziną. Wybór nowych uczestników nadchodzi wielkimi krokami, a Katniss będzie musiała wiele poświęcić...
Jazda bez trzymanki, kosmici i młodzi bohaterowie, którzy chcą uratować świat! Uwielbiam Ricka Yanceya za tę serię i jej klimat. To też kolejna seria, która doczekała się ekranizacji.
Cztery fale nagle i niespodziewanie zniszczyły ludzkość. Ocalała tylko garstka. Cassie przemierza lasy Ameryki, szukając brata i uciekają od istot, które zabiły jej rodzinę oraz przyjaciół. Pod powłoką człowieka może kryć się obcy, a więc samotność jest jedyną drogą do ocalenia. Nagle zostaje ranna i spotyka Evana Walkera. Czy można mu zaufać?
DOTYK JULII – TAHEREH MAFI
„Dotyk Julii” ponad pół roku leżał sobie na mojej półce, ale gdy po niego sięgnęłam, to totalnie przepadłam na kilka dni. Czytasz, czytasz i nie możesz się oderwać.
Julia ma niesamowity dar, chociaż ona by go pewnie tak nie określiła – jej dotyk zabija. Zostaje zamknięta jako niebezpieczna, a tym samym zauważona przez przywódców Komitetu Odnowy, którzy chcą ją wykorzystać do przejęcia władzy nad światem. Brzmi trochę śmiesznie? Ale tak nie jest, książka to cała gama emocji, ciągle zmieniająca się akcja i zaskakujące wątki.
DELIRIUM – LAUREN OLIVER
Czy odnalazłabyś się w świecie, w którym miłość jest zakazana? Mam duży sentyment do tej serii, pamiętam, że kupiłam pierwszy tom i zaraz później biegłam do księgarni po resztę. Lauren Oliver lubi dosyć szokujące zakończenia, pozostawiające czytelnika w stanie „nie wiem co zrobić ze swoim życiem”.
Lena żyje w świecie, w którym miłość uznana jest za chorobę. Każdy obywatel musi poddać się operacji, która leczy delirię, czyli miłość. Została wychowana w przekonaniu, że miłość jest czymś złym, a więc z niecierpliwością czeka na zabieg. Spotyka jednak Aleksa, chłopaka, który pokazuje jej inne oblicze systemu. Dodatkowo jej przyjaciółka Hanna również ma wątpliwości, czy miłość jest czymś złym. Lena nie chce zostać Odmieńcem, czyli wygnańcem, mieszkającym w Głuszy, jednak co zrobi, jeśli i ją dopadnie delirium?
TRYLOGIA CZARNEGO MAGA – TRUDI CANAVAN
To pierwsza seria Trudi Canavan, którą przeczytałam i cóż, od razu przepadłam. Uwielbiam klimat tej trylogii, magię i bohaterów. No może trochę mniej zakończenie, bo chyba każdy fan był nieco zły takim obrotem spraw, ale chyba taki jest urok książek Trudi, cały czas zaskakują. I mają tę klastyczną atmosferę książek fantasty, którą uwielbiam.
Co roku w Imardinie magowie gromadzą się, aby oczyścić miasto z żebraków i włóczęgów. Od rozwścieczonego tłumu chroni ich magiczna tarcza, przez którą żaden człowiek nie może się przedrzeć. Kiedy tłum bezdomnych zostaje wygnanych, młoda dziewczyna rzuca w tarczę magów kamieniem, a on się... przedostaje. Coś takiego jest niemożliwe, oznacza to, że w mieście przebywa nieprzeszkolona magiczka. Trzeba ją odnaleźć, zanim jej moc wyrwie się spod kontroli i zagrozi mieszkańcom.
O Boże, co to jest za seria! Chociaż... czekanie na kolejne tomy nie jest już takie fajne, ale jedno Wam zdradzę, warto, naprawdę warto! Samantha Shannon przenosi nad do posapokaliptycznego Sajonu, gdzie Paige Mahoney jest w samym środku kryminalnego podziemia. Pracuje dla Jaxona jako senny wędrowiec, włamując się do ludzkich umysłów i szukając informacji. Należy do świata jasnowidzów, którzy uważani są przez władze za zagrożenie. Pewnego dnia zostaje złapana i przetransportowana do koloni karnej, o której istnieniu nikt wcześniej nie wiedział. Pilnuje ją tajemnicza rasa Refaitów, jej panem i trenem staje się Naczelnik – Paige musi przyzwyczaić się do nowego miejsca i nauczyć panujących w nim zasad, inaczej może ją to kosztować życie. Czy odzyska wolność?
Wizja świata, który ukazuje Shannon, naprawdę poraża – jedyny minus, to czekanie na kolejne części (ale przynajmniej każda jest niesamowicie dopracowana).
Nie jestem obiektywna odnośnie do tej serii. Wiem, że ma różne opinie, ja jednak ją uwielbiam i nic tego nie zmieni. Bohaterowie, których stworzyła Bracken, są niewiarygodni i podczas czytania od razu się do nich przywiązałam, pewnie też dlatego tak często wracam do „Mrocznych Umysłów”.
O czym jest ta trylogia? Ruby ma niepokojące zdolności, które mogą przerazić. Jako dziecko trafia do obozu rehabilitacyjnego, który niestety bardziej przypomina więzienie. Zostaje przydzielona do Zielonych, reszta dzieci to Niebiescy, Żółci, Czerwoni i Pomarańczowi. To właśnie do tych ostatnich Ruby powinna należeć, jednak jeśli nie ukryłaby swoich prawdziwych zdolności, to prawdopodobnie od razu byłaby martwa.
Teraz przejdziemy do świata wilkołaków, zmiennokształtnych, wampirów i innych pradawnych stworzeń, które zamieszkają współczesny świat. Właśnie jestem na etapie czytania wszystkich części Mercedes Thompson i ta seria wciąż ma swój niesamowity klimat!
Największym plusem jest bohaterka – mechanik samochodowa, zmieniająca się w kojota, wychowana w rodzinie wilkołaków i zamieszana w sprawy pierwotnych. Każdy tom to nowa sprawa przypominająca wątkiem dobry kryminał, dużo emocji i przepychanki wilkołaków, których bardzo trudno ujarzmić. Mercedes ma charakter i temperament, jest również niczym magnes, który przyciąga kłopoty. Imponuje mi jako postać literacka i ma w sobie to „coś”, co sprawia, że sięgam po kolejne części.
BLOOD PRICE – TANY’A HUFF
"Blood Price” Tanya’y Huff to trochę zapomniana seria o prywatnej detektyw Vicki Nelson. Kilka lat temu bardzo polubiłam książki Huff, teraz trochę ubolewam, że więcej części nie zostało przetłumaczonych na polski – w tej chwili to tylko trzy tomy. Seria zaczyna się przygodami Vicki, która musiała porzucić pracę jako policjantka i przejść na własną działalność. W pewien wieczór słyszy krzyki w metrze, niestety reaguje zbyt późno i napastnik ucieka, a ona zostaje z tajemniczym morderstwem. Sprawa kieruje ją do Henryego Fitzroy’a, nieślubnego syna Henryka VIII i pięćsetletniego wampira.
„Blood Price” to seria pełna genialnego humoru, Vicki ma ironiczne spojrzenie na świat i lubi pakować się w niejednoznaczne sytuacje. Huff stworzyła również ciekawy trójkąt miłosny, który wprowadza fajną dynamikę pomiędzy postaciami. Jest również magia, wątki kryminalne i dużo akcji. Ogólnie bardzo ciekawa seria, tylko szkoda, że resztę części pozostaje czytać po angielsku.

„Harry’ego Pottera” i „Władcy Pierścieni” nie muszą Wam przedstawiać. To klasyki gatunku. Wyrosłam na Rowling, Tolkiena taszczyłam w plecaku już w gimnazjum. Szczególnie w okresie świąt uwielbiam wracać do tych książek, co i Wam polecam ;)
Kiedyś wzięłam się za czytanie książek Aleksandry Ruda, które mają w sobie dużo humoru oraz Olgi Gromyko, ale utknęłam na pierwszych tomach. Chyba muszę do nich wrócić :)

A jakie serie Wy lubicie i polecacie? Może coś mało znanego, co warto przeczytać?
Gaba Rutana

0 komentarze :

Nowy komentarz? Super! Dziękujemy! :-)

Psiego najlepszego. Był sobie pies na święta W. Bruce Cameron

Recenzentki Książek


Odnoszę wrażenie, że czym starszym się jest, tym trudniej poczuć „magię Świąt Bożego Narodzenia”. Ja mam taką tradycję, że słucham świątecznych piosenek i czytam „Opowieść wigilijną”. Ciężko jednak co rok czytać tę samą książkę i się nie nudzić, dlatego z chęcią sięgam także po inne pozycje. W tym roku los sprawił, że postanowiłam przeczytać „Psiego najlepszego. Był sobie pies na święta”, której autorem jest W. Bruce Cameron. Z jednej strony byłam tą książką zauroczona, bo koncepcja ślicznych szczeniaczków na tle świątecznego klimatu bardzo mnie kusiła. Z drugiej strony jednak… 9 grudnia 2012 roku zmarła moja suczka, najukochańszy i najpiękniejszy pies na świecie. Niektórzy zapewne powiedzieliby, że to tylko pies, ale mnie do teraz boli serce, kiedy pomyślę, że jej już nie ma. Wracając jednak do książki – bo nie o płacz nad własnym losem tutaj chodzi – zabrałam się za czytanie z radościom, a jednoczesną obawą, że pozycja ta zniszczy mnie wewnętrznie. I jak było?

Nigdy wcześniej o tym nie myślał, ale teraz musiał przyznać: psy kochają człowieka. Nawet przez myśl by im nie przeszło szukanie "nowego związku".

To trochę taka historia w stylu „101 dalmatyńczyków”, ponieważ mamy mężczyznę – Josha, któremu ktoś podrzuca ciężarną suczkę. Jest on dobrym człowiekiem i mimo, że nie miał dotąd styczności z hodowlą psów, postanawia zaopiekować się psem. Na świat przychodzą piękne i urocze szczenięta. Zdając sobie sprawę z trudnościami, jakie wiążą się z ich utrzymaniem i wychowaniem, Josh zgłasza się do lokalnego schroniska, gdzie pracuje Kerri. Partia na dziewczynę idealna. Czas mija, a Josh nie tylko coraz bardziej przywiązuje się do kobiety, ale także do piesków. Zbliżają się Święta, a chłopak musi podjąć decyzje czy odda pieski do adopcji, czy jednak miłość wygra nad rozsądkiem.
 

Co tu dużo mówić, jest to historia bardzo ciepła, magiczna i na jej kartkach wręcz czuć śnieg i pieczone pierniki. Książka jak najbardziej warta uwagi, szczególnie teraz, kiedy dni są krótkie, a noce mroźne. Ja czytałam ją, kiedy pierwszy raz sypnęło śniegiem, siedziałam pod kocykiem, popijałam kakao i czułam się idealnie. „Psiego najlepszego” nie złamało mi serca, tylko utwierdziło w przekonaniu, że psi przyjaciel to najlepszy przyjaciel na świecie.

Chcę chyba powiedzieć, że nie możesz ich zatrzymać, bo… no cóż, bo nie możesz. Nikt nie może, nie tak długo, jak byśmy tego chcieli. I musimy cieszyć się nimi, dopóki możemy, a potem trzeba iść dalej. Tego właśnie uczą nas psy, że trzeba żyć tu i teraz, a potem zacząć kolejną piękną przygodę.

Lektura do ambitnych nie należy, ale przekazuje ważne wartości, niesie przesłanie o miłości do siebie i braci mniejszych. Można powiedzieć, że jest idealną bajką da dorosłych i choć chciałoby się wierzyć, że mogłaby się wydarzyć naprawdę, to jednak pod powiekami widzi się ten pozbawiony uczucia świat. Ale jednak, przez chwile miło jest żyć razem z bohaterami. Bo przecież po to są Święta, aby przynajmniej raz do roku uwierzyć, że marzenia się spełniają.

Polecam. Książka świetna także na prezent. Przyjemnej lektury.



A przy okazji recenzji i tematu o zwierzętach i prezentach: Zwierzęta to nie zabawki! Nie kupuj ich dzieciom. Adopcja czy kupno psa/kota/żółwia/rybki to poważna decyzja, która wiąże się z odpowiedzialnością. Pomyśl zanim zdecydujesz, masz w dłoniach czyjeś życie.

 Sylwia Czekańska