Najlepsze serie fantasty na jesień

Recenzentki Książek

Moja biblioteczka w dużej mierze składa się na serie – to mieszanka fantasty z postapokaliptyczną wizją świata. Jesień to najlepszy czas na czytanie — jest zimno, a koc i dobra książka staje się najlepszym przyjacielem książkoholika. Za jakie serie warto się zabrać, aby jak najlepiej spędzić długie, jesienne wieczory?
IGRZYSKA ŚMIERCI – SUZANNE COLLINS
Każdy z Was, nawet jeśli nie czytał „Igrzysk śmierci”, to i tak kojarzy tę historię. Pierwsza postapokaliptyczna seria, którą przeczytałam, wstrząsająca wizja świata i dużo emocji.
Katniss Everdeen mieszka razem z siostrą i matką w dystrykcie dwunastym. Wszystkie dystrykty składają się na Panem, okrutne państwo wybudowane na ruinach dawnej Ameryki Północnej. W jego centrum znajduje się bogaty Kapitol, otoczony dwunastoma dystryktami. Co roku odbywają się Głodowe Igrzyska, a każdy dystrykt musi oddać chłopca i dziewczynę, którzy wezmą udział w turnieju na śmierć i życie, transmitowanym w całym Panem. Główną narratorką książki jest Katniss, która po śmierci ojca musi opiekować się swoją rodziną. Wybór nowych uczestników nadchodzi wielkimi krokami, a Katniss będzie musiała wiele poświęcić...
Jazda bez trzymanki, kosmici i młodzi bohaterowie, którzy chcą uratować świat! Uwielbiam Ricka Yanceya za tę serię i jej klimat. To też kolejna seria, która doczekała się ekranizacji.
Cztery fale nagle i niespodziewanie zniszczyły ludzkość. Ocalała tylko garstka. Cassie przemierza lasy Ameryki, szukając brata i uciekają od istot, które zabiły jej rodzinę oraz przyjaciół. Pod powłoką człowieka może kryć się obcy, a więc samotność jest jedyną drogą do ocalenia. Nagle zostaje ranna i spotyka Evana Walkera. Czy można mu zaufać?
DOTYK JULII – TAHEREH MAFI
„Dotyk Julii” ponad pół roku leżał sobie na mojej półce, ale gdy po niego sięgnęłam, to totalnie przepadłam na kilka dni. Czytasz, czytasz i nie możesz się oderwać.
Julia ma niesamowity dar, chociaż ona by go pewnie tak nie określiła – jej dotyk zabija. Zostaje zamknięta jako niebezpieczna, a tym samym zauważona przez przywódców Komitetu Odnowy, którzy chcą ją wykorzystać do przejęcia władzy nad światem. Brzmi trochę śmiesznie? Ale tak nie jest, książka to cała gama emocji, ciągle zmieniająca się akcja i zaskakujące wątki.
DELIRIUM – LAUREN OLIVER
Czy odnalazłabyś się w świecie, w którym miłość jest zakazana? Mam duży sentyment do tej serii, pamiętam, że kupiłam pierwszy tom i zaraz później biegłam do księgarni po resztę. Lauren Oliver lubi dosyć szokujące zakończenia, pozostawiające czytelnika w stanie „nie wiem co zrobić ze swoim życiem”.
Lena żyje w świecie, w którym miłość uznana jest za chorobę. Każdy obywatel musi poddać się operacji, która leczy delirię, czyli miłość. Została wychowana w przekonaniu, że miłość jest czymś złym, a więc z niecierpliwością czeka na zabieg. Spotyka jednak Aleksa, chłopaka, który pokazuje jej inne oblicze systemu. Dodatkowo jej przyjaciółka Hanna również ma wątpliwości, czy miłość jest czymś złym. Lena nie chce zostać Odmieńcem, czyli wygnańcem, mieszkającym w Głuszy, jednak co zrobi, jeśli i ją dopadnie delirium?
TRYLOGIA CZARNEGO MAGA – TRUDI CANAVAN
To pierwsza seria Trudi Canavan, którą przeczytałam i cóż, od razu przepadłam. Uwielbiam klimat tej trylogii, magię i bohaterów. No może trochę mniej zakończenie, bo chyba każdy fan był nieco zły takim obrotem spraw, ale chyba taki jest urok książek Trudi, cały czas zaskakują. I mają tę klastyczną atmosferę książek fantasty, którą uwielbiam.
Co roku w Imardinie magowie gromadzą się, aby oczyścić miasto z żebraków i włóczęgów. Od rozwścieczonego tłumu chroni ich magiczna tarcza, przez którą żaden człowiek nie może się przedrzeć. Kiedy tłum bezdomnych zostaje wygnanych, młoda dziewczyna rzuca w tarczę magów kamieniem, a on się... przedostaje. Coś takiego jest niemożliwe, oznacza to, że w mieście przebywa nieprzeszkolona magiczka. Trzeba ją odnaleźć, zanim jej moc wyrwie się spod kontroli i zagrozi mieszkańcom.
O Boże, co to jest za seria! Chociaż... czekanie na kolejne tomy nie jest już takie fajne, ale jedno Wam zdradzę, warto, naprawdę warto! Samantha Shannon przenosi nad do posapokaliptycznego Sajonu, gdzie Paige Mahoney jest w samym środku kryminalnego podziemia. Pracuje dla Jaxona jako senny wędrowiec, włamując się do ludzkich umysłów i szukając informacji. Należy do świata jasnowidzów, którzy uważani są przez władze za zagrożenie. Pewnego dnia zostaje złapana i przetransportowana do koloni karnej, o której istnieniu nikt wcześniej nie wiedział. Pilnuje ją tajemnicza rasa Refaitów, jej panem i trenem staje się Naczelnik – Paige musi przyzwyczaić się do nowego miejsca i nauczyć panujących w nim zasad, inaczej może ją to kosztować życie. Czy odzyska wolność?
Wizja świata, który ukazuje Shannon, naprawdę poraża – jedyny minus, to czekanie na kolejne części (ale przynajmniej każda jest niesamowicie dopracowana).
Nie jestem obiektywna odnośnie do tej serii. Wiem, że ma różne opinie, ja jednak ją uwielbiam i nic tego nie zmieni. Bohaterowie, których stworzyła Bracken, są niewiarygodni i podczas czytania od razu się do nich przywiązałam, pewnie też dlatego tak często wracam do „Mrocznych Umysłów”.
O czym jest ta trylogia? Ruby ma niepokojące zdolności, które mogą przerazić. Jako dziecko trafia do obozu rehabilitacyjnego, który niestety bardziej przypomina więzienie. Zostaje przydzielona do Zielonych, reszta dzieci to Niebiescy, Żółci, Czerwoni i Pomarańczowi. To właśnie do tych ostatnich Ruby powinna należeć, jednak jeśli nie ukryłaby swoich prawdziwych zdolności, to prawdopodobnie od razu byłaby martwa.
Teraz przejdziemy do świata wilkołaków, zmiennokształtnych, wampirów i innych pradawnych stworzeń, które zamieszkają współczesny świat. Właśnie jestem na etapie czytania wszystkich części Mercedes Thompson i ta seria wciąż ma swój niesamowity klimat!
Największym plusem jest bohaterka – mechanik samochodowa, zmieniająca się w kojota, wychowana w rodzinie wilkołaków i zamieszana w sprawy pierwotnych. Każdy tom to nowa sprawa przypominająca wątkiem dobry kryminał, dużo emocji i przepychanki wilkołaków, których bardzo trudno ujarzmić. Mercedes ma charakter i temperament, jest również niczym magnes, który przyciąga kłopoty. Imponuje mi jako postać literacka i ma w sobie to „coś”, co sprawia, że sięgam po kolejne części.
BLOOD PRICE – TANY’A HUFF
"Blood Price” Tanya’y Huff to trochę zapomniana seria o prywatnej detektyw Vicki Nelson. Kilka lat temu bardzo polubiłam książki Huff, teraz trochę ubolewam, że więcej części nie zostało przetłumaczonych na polski – w tej chwili to tylko trzy tomy. Seria zaczyna się przygodami Vicki, która musiała porzucić pracę jako policjantka i przejść na własną działalność. W pewien wieczór słyszy krzyki w metrze, niestety reaguje zbyt późno i napastnik ucieka, a ona zostaje z tajemniczym morderstwem. Sprawa kieruje ją do Henryego Fitzroy’a, nieślubnego syna Henryka VIII i pięćsetletniego wampira.
„Blood Price” to seria pełna genialnego humoru, Vicki ma ironiczne spojrzenie na świat i lubi pakować się w niejednoznaczne sytuacje. Huff stworzyła również ciekawy trójkąt miłosny, który wprowadza fajną dynamikę pomiędzy postaciami. Jest również magia, wątki kryminalne i dużo akcji. Ogólnie bardzo ciekawa seria, tylko szkoda, że resztę części pozostaje czytać po angielsku.

„Harry’ego Pottera” i „Władcy Pierścieni” nie muszą Wam przedstawiać. To klasyki gatunku. Wyrosłam na Rowling, Tolkiena taszczyłam w plecaku już w gimnazjum. Szczególnie w okresie świąt uwielbiam wracać do tych książek, co i Wam polecam ;)
Kiedyś wzięłam się za czytanie książek Aleksandry Ruda, które mają w sobie dużo humoru oraz Olgi Gromyko, ale utknęłam na pierwszych tomach. Chyba muszę do nich wrócić :)

A jakie serie Wy lubicie i polecacie? Może coś mało znanego, co warto przeczytać?
Gaba Rutana

Listy do utraconej, Brigid Kemmerer – historia, którą pokochałam

Recenzentki Książek

Każdy z nas kogoś stracił. Niestety, jeśli nie teraz, to życie pisze różne scenariusze. Nie jest to pozytywna myśl. Jak sobie z tym poradzić? Czy można wciąż się uśmiechać i marzyć? Czy starta przysłoni wszystko inne?
Bo swego losu jestem panem
I kapitanem duszy swojej.*

Myślałam, że będzie to kolejna młodzieżówka z dramatem w tle, podobna do wielu innych, które zalewają rynek wydawniczy. Brigid Kemmerer jednak mnie zaskoczyła. „Listy do utraconej” okazały się niezwykle mądrą, wzruszającą książką. Nie ma tutaj nic banalnego i szablonowego. Jest za to prawdziwa, dają do myślenia historia oraz bohaterowie, których od razu się lubi.

Poznajcie Cmentarną Dziewczynę i Mroka. Ona przesiaduje nad grobem swojej matki, zostawiając listy, których nikt nigdy nie przeczyta. Declan Murphy popełnił przestępstwo i musi odpracować prace społeczne, kosząc trawę na cmentarzu. Znajduje list Juliet i zaczyna go czytać, zaciekawiony odpowiada. Juliet się wkurza, bo to naruszenie prywatności, jednak po jakimś czasie zaczyna łączyć ich niezwykła więź. Czy w rzeczywistości również się polubią i zrozumieją? A co stanie się, gdy odkryją prawdę o wydarzeniach z przeszłości?
To, co najbardziej podoba mi się w „Listach do utraconej” to ich wyważenie i klimatautorka nie narzuca nam na siłę kolejnych nastolatków z problemami. Oczywiście, borykają się z przykrymi doświadczeniami, jednak robią to w niewymuszony i przystępny sposób. Juliet rozpacza po stracie mamy, Declan znany jest jako buntownik i lokalny rozrabiaka, którego wszyscy się boją. Jego sytuacja domowa pozostawia również wiele do życzenia. Nie mają więc lekko, ale mimo wszystko autorka nie nadmuchuje tego do jakieś wielkiej nastoletniej dramy. Jest naturalnie i autentycznie, Juliet to dobra i inteligentna dziewczyna, która szybko łączy fakty i nie robi wokół siebie zamieszania. Od razu ją polubiłam. Declan ma problemy z samooceną, jest skomplikowaną postacią, wywołuje współczucie i wiele emocji. To również kolejny przystojny męski bohater, mający pewną charyzmę, która przyciąga. Nie jest jednak przejaskrawiony, co bardzo mnie cieszy.
Równie istotni są bohaterowie poboczni, jak np. przyjaciel Declana, będący dobrą duszą tej historii, sprawiający, że automatycznie chce się go przytulić. Autorka ukazuje losy skrzywdzonych dzieci, które mimo wszystko starają się żyć normalnie. I są mądre – niesamowicie wspierają się nawzajem i rozumieją wiele rzeczy lepiej niż dorośli. Kemmerer przedstawia trudne sytuacje rodzinne, które z boku łatwo ocenić, np. z kogoś, kto popełnił jeden błąd, zrobić chuligana – książka udowadnia, że wszystko ma swoje drugie dno i nic nie jest czarno-białe.
Nie znajdziecie tutaj płytkich dialogów, wielkiego romansu i jednego wielkiego „łaaaał jestem taka skrzywdzona”. Znajdziecie za to wiarygodnych bohaterów, poruszającą historię, łzy, które samoistnie napływają do oczu, inteligentny humor oraz świetnie napisaną książkę. Pod względem stylu nie mam nic do zarzucenia – nawet listy są napisane lekko i zgrabnie, co wcale nie jest takie łatwe. Przyznam, że przeczytałam w ostatnim czasie sporo młodzieżówek właśnie w stylu new adult i byłam okropnie znudzona. Tutaj poczułam świeżość. I co najważniejsze, czytaliście historię miłosną, która była całkowicie urzekająca, ale nie doszło pomiędzy bohaterami nawet do pocałunku? „Listy do utraconej” udowadniają, że nie trzeba tworzyć książek pełnych uniesień, ochów i achów, aby było miło i pięknie.
Jedyny minus? Wydaje mi się, że zakończenie i adaptacja postaci do zmian, które zaszły została zbyt szybko poprowadzona. Przydałby się jeszcze jeden lub dwa rozdziały, który trochę rozciągną akcję, z naciskiem na psychologię postaci oraz ukazanie tego, czy bohaterowie faktycznie dojrzeli do tego, co się wydarzyło.
To książka młodzieżowa, która naprawdę uczy, jest pełna ciepła i prawdziwych emocji. Autorka pisze niezwykle mądrze, a jej słowa od razu do mnie trafiły. Polecam ją z całego serca, „Listy do utraconej” kompletnie Was zaskoczą. Tylko nie zapomnijcie chusteczek!
Ocena: 4/5
Recenzja: Gaba Rutana
Za możliwość przeczytania książki dziękuję,

Premiera: 27 września 2017
Gatunek: powieść młodzieżowa
Liczba stron: 414
*wiersz z książki, William Ernest Henley „Incictus”


Przedpremierowo - Dwór Skrzydeł i Zguby, Sarah J. Maas. Chcę jeszcze raz!

Recenzentki Książek



Znacie to uczucie, gdy po zakończeniu książki, nie wiecie co zrobić ze swoim życiem? Dokładnie tak czuję się po zakończeniu „Dworu Skrzydeł i Zguby”.
Trzeci tom uwielbianej serii Sarah J. Maas okazał się dokładnie taki, jak oczekiwałam – pełen napięcia i akcji. Bałam się, że zakończenie mnie rozczaruje. Chyba najbardziej obawiałam się śmierci ulubionych postaci. Wiecie, jak to jest przywiązać się do bohaterów? Właśnie. Szczęśliwe zakończenia są banalne, jednak czasem lubię taką banalność. Nie zdradzę czy ktoś zginął, sami musicie przeczytać książkę, ale przyznam się, że „Dwór Skrzydeł i Zguby” był prawdziwą jazdą bez trzymanki. A podziękowanie Maas zapowiada jedno – to nie koniec tej opowieści i tego świata. A przynajmniej mam taką nadzieję.
Powieść zaczyna się od Dworu Wiosy – to tam Feyra wraca, a jej celem jest zdobycie przydatnych informacji na temat króla Hybernii oraz zgładzenie Tamlina. Musi wszystkich przechytrzyć, bo na szali jest istnienie całego Prythianu. Wojna nieubłaganie się zbliża, prawdziwa – pełna krwi, śmierci i decyzji, które przyniosą straszliwe konsekwencje. Co więcej, Feyra tęskni za domem i Rhysem. Czy uda im się przetrwać?
Uwielbiam świat, który wymyśliła Maas. To, jak zbudowała fabułę, aby na każdym kroku nas zaskakiwać. A szczególnie lubię relacje, jakie łączą postaci – więź Feyry i Rhysa, tajemniczą Mor oraz Azriela, walecznego Kasjana oraz siostry Feyry, które z pewnością wzbudzą u Was dużo emocji. Maas wprowadziła wielu pobocznych bohaterów, dając na pierwszy plan Feyrę z Rhysem, jednak po drodze snując kilka innych ciekawych opowieści. Co więcej, sporo wątków zostało niedokończonych, dlatego mocno liczę na jeszcze jedną książkę z tego uniwersum. W tym tomie Feyra jest księżną Dworu Nocy, nie boi się swojego tytułu, nie cofa się przed zobowiązaniem. Podoba mi się, że stała się nierozerwalną częścią rodziny Rhysa, bardzo dobrze czytało się fragmenty, gdy wszyscy działali wspólnie, jako drużyna. Wszyscy potężni, odważni i niecofający się przed niczym. Ich interakcje, żarty i potyczki słowne, dodawały całej powieści uroku i wywoływały mimowolny uśmiech. Polubiłam i zżyłam się z postaciami Maas, dlatego teraz jest mi strasznie smutno, że „Dwór Skrzydeł i Zguby” mam już za sobą. Zapomniałabym, jeśli są tu jeszcze jacyś fani Kasjana, pisać w komentarzach! Uwielbiam tę postać i uważam, że Maas powinna jeszcze bardziej rozwinąć jego wątek.
Trzeci tom to dużo akcji, prawdziwa wojna, taktyka i szczegóły związane z działaniem wojsk, które pozytywnie mnie zaskoczyły. Widać, że autorka się przyłożyła, nie tworząc historii opartej tylko na romantycznej relacji bohaterów, ale również na walce o Prythian. Oczywiście jest kilka momentów, które wywołują rumieńce na policzkach, bo Rhys przekracza granice w byciu tak niewiarygodnie uroczym. To chyba jeden z moich ulubionych męskich bohaterów, nonszalancki, sarkastyczny, ale zarazem pełen ciepła i lojalności. Na początku, gdy Feyra była w Dworze Wiosny, miałam ochotę krzyczeć, niech ona się stamtąd wyrwie! Te fragmenty są chyba najgorsze, bo trzymają nas w wielkiej niepewności i w pewnym sensie wstrzymają całą fabułę. Jednak, gdy Feyra dociera do Dworu Nocy – to akcja nabiera niewiarygodnego tempa. Serio, spodziewajcie się, że nie będziecie nadążać za bohaterami. Narada, walka i ciągłe pułapki, jedno muszę przyznać, Mass cały czas utrudniała życie swoim postaciom. Dzięki temu ani trochę się nie nudziłam!
Ta seria ma niepowtarzalny klimat, Maas zbudowała świat, który urzeka i fascynuje. Fae wysokiego rodu, ludzie i wiele magicznych, pradawnych, mrożących krew w żyłach stworzeń. Dobro i zło cały czas się zaciera, w tej powieści nic nie jest czarno-białe. Autorka pokazuje nam, że w naszych słabościach tkwi siła. Uwielbiam tę serię i cieszę się, że mam ją w swojej biblioteczce. Pewnie będę jeszcze wracać do ulubionych fragmentów, znając mnie, przeczytam wszystkie trzy tomy jeszcze raz, ale warto, bo Maas wprowadziła tyle genialnych wątków, że mam ochotę ją wyściskać.
Mogłabym pisać i pisać, ale wiem, że fani, czekający na tę książkę na pewno nie będą zawiedzeni. Podczas czytania całkowicie przepadłam. Cóż, dwa dni wyjęte z życiorysu, gdy przeniosłam się do świata wymyślonego przez Maas, to dobre określenie.
„Dwór Skrzydeł i Zguby” spełnił moje oczekiwania, wynagrodził mi miesiące czekania oraz sprawił, że przez następny tydzień będę cały czas myśleć o tej powieści, roztrząsać poszczególne sceny, zastanawiać się, jak losy bohaterów potoczą się dalej... Mass wykonała kawał dobrej roboty, napisała książkę trzymającą w napięciu, pełną emocji, zwrotów akcji i wciągającą od pierwszych stron. W pewnym momencie przyłapałam się na obgryzaniu paznokci z nerwów, końcówka naprawdę może wywołać zawał serca, więc lojalnie ostrzegam! Dodatkowo, jeśli macie w planach „Dwór Skrzydeł i Zguby”, to zarezerwujcie sobie trochę czasu, bo bardzo trudno oderwać się od tej książki.
Ocena: 5/5
Recenzja: Gabriela Rutana
Za możliwość przeczytania książki dziękuję,
Premiera: 25 października 2017
Gatunek: fantasty
Cykl: Dwór cierni i róż (tom 3)


*fanart w nagłówku autorstwa Charlie Bowater

Oto moje emocje po uświadomieniu sobie, że to koniec książki i nie ma nic już więcej... 

Consolation – Corinne Michaels, czyli za mundurem panny sznurem! PRZEDPREMIEROWO!

Recenzentki Książek

Consolation to pierwsza część serii Corinne Michaels, opowiadająca historię Natalie – młodej kobiety, która musi pogodzić się ze śmiercią swojego męża. Pomaga jej w tym najlepszy przyjaciel rodziny, Liam. Pomiędzy dwójką rodzi się uczucie, jednak oboje zmagają się z wątpliwościami i myślą, że ich miłość nie powinna się wydarzyć.
Czytając tę powieść, cały czas miałam wrażenie, że już skądś znam ten wątek. I nagle przypomniałam sobie znakomity film z Natalie Portman – „Bracia”. Fabuła jest niemalże tak podobna, że nie byłam ani trochę zaskoczona rozwojem akcji i końcówką, która prawdopodobnie dla niektórych może być dużym zaskoczeniem. Jedno jest pewne, Michaels pisząc tę książkę, wzorowała się na historii żony zmarłego żołnierza, znajdującej ukojenie w ramionach innego mężczyzny – w filmie to brat bohatera, a w książce jego bliski przyjaciel. Film od książki różni się jednak klimatem. W „Braciach” jest on ciężki, nastawiony na psychologię postaci, z kolei w „Consolation” autorka skupia się na romansie Natalie z Liamem, jednak całość czyta się dosyć przyjemnie i lekko.
Nie chcę przez całą recenzję porównywać tych dwóch dzieł, bo może zdarzyć się tak, że jest wielu czytelników, którzy po raz pierwszy zetkną się z tego rodzaju opowieścią. I będzie ona wówczas dla nich dokładnie taka, jak napisano w jej zapowiedzi – porywająca, wzruszająca i chwytająca za serce.
„Consolation” czyta się bardzo szybko, głównie dzięki dużej ilości dialogów oraz szybko rozwijającej się akcji. Czcionka jest dosyć duża, co z pewnością jest plusem dla osób takich jak ja, czyli typowych okularników. Narracja poprowadzona jest z dwóch perspektyw: Natalie i Liama, co daje nam szerszy obraz fabuły. Książkę przepełniają skrajne emocje, autorka roztrząsa dylematy moralne, zadając pytanie czytelnikowi, co jest dobre, a co złe? Jest w tym trochę dramatyzmu, ale sam świat jest ciekawy, rodziny żołnierzy cały czas żyją w napięciu i strachu – pisarka świetnie to ukazuje.
Końcówka pozostawia nas w stanie rozsypki, podejrzewam, że większość nie będzie się spodziewać takiego rozwoju sytuacji. To świetnie wykonany cliffhanger, pozostawiający czytelnika w stanie zawieszenia z otworzoną buzią i tysiącem pytań. Czekanie na drugi tom będzie prawdziwą torturą! ;)
Muszę przyznać jedno, dla tych, którzy oglądali film „Bracia”, ta powieść może być trochę niczym odgrzewany kotlet. Mimo wszystko po stresującym dniu, po tego rodzaju książki sięga się z przyjemnością, tym bardziej że autorka bardzo plastycznie ukazuje wątek romantyczny – łącznie z dosyć graficznymi scenami zbliżeń postaci. A Liam to kolejny przystojniak, o którym fajnie się czyta. Zawsze kibicujemy bohaterom, którzy nie mogą być razem, a więc zakazana miłość to niezwykle atrakcyjny wątek.
Jeśli lubicie nietuzinkowe romanse, to śmiało sięgnijcie po „Consolation”. Po takim zakończeniu, jakie zafundowała nam autorka, pewnie większość z Was będzie z utęsknieniem czekać na kontynuację.
Dla tych, którzy nie wiedzą – ta powieść to jedna z pierwszych książek Wydawnictwa Szósty Zmysł. Po zapowiedziach wydawnictwa mogę stwierdzić jedno, zima będzie gorąca!
Ocena: 2,5/5
Recenzja: Gaba Rutana
Za możliwość przeczytania książki dziękuję,


Premiera: 11 października 2017
Gatunek: romans
Cykl: Consolation Duet (tom 1)
Liczba stron: 302

Milion odsłon Tash, Kathryn Ormsbee - dla każdej fangirl!

Recenzentki Książek

YouTube przez kilka ostatnich lat niesamowicie się rozwinął – obecnie to miejsce, gdzie znaleźć można profesjonalne, oryginalne i przemyślane produkcje. Fanowskie filmiki, śmieszne, ironiczne, poruszające ważne tematy i całkowicie głupkowate, ale pozwalające się wyluzować. To również vlogi, gdzie ich bohaterowie dają się poznawać, obserwować swoje życie czasem dzień po dniu. Co powiecie w takim razie na dziewczynę, która publikuje serialową adaptację „Anny Kareniny”, a jej idolem jest sam długobrody Lew Tołstoj?
Tash razem z paczką znajomych kręci serial internetowy „Nieszczęśliwe rodziny”, równocześnie jest vlogerką i marzy o studiach w szkole filmowej. Jej współczesna interpretacja historii Anny i Wrońskiego nagle zdobywa wielką popularność – liczba subskrybentów gwałtownie rośnie, przybywa komentarzy, tych pozytywnych, ale niestety i negatywnych, pojawiają się gify, fanarty, listy od fanów, a do tego przystojny vloger, Thom Causer prosi ją o numer telefonu. Szaleństwo! Tash musi zmierzyć się ze sławą i swoimi uczuciami.
Autorce udało się oddać zaplecze kręcenia serialu, vlogowania i tego, jak to wszystko wygląda od „kuchni”. Nie zdobywa się od razu milionów i popularności na miarę Beyonce. To więcej obowiązków, odpowiedzialność, presja i ciągłe podnoszenie sobie poprzeczki. Ormsbee dodatkowo opowiada historię trójki przyjaciół – interakcje Tash, Jack oraz Paula są bardzo interesującym tłem dla youtubowej otoczki i w pewnym sensie na końcu okazują się najważniejsze. Dodatkowo poruszony zostaje temat seksualności nastolatków, co bardzo mnie zaskoczyło i skłoniło do zastanowienia – czy pisarka nie upchała do jednej książki zbyt wielu motywów? Czy nie jest to przejaskrawione? I chyba nie, Ormsbee udało się utrzymać swoją historię w granicach normalności, tym bardziej że dzieciaki, które rozwijają swoją karierę filmową na Youtube to coś, co nikogo z generacji Z, czyli pokolenia internetowego nie powinno już dziwić. Podoba mi się poruszenie tematyki mediów społecznościowych i ich obecności w życiu młodzieży, ale i nie tylko – Instagram, Facebook, Snapchat, Twitter, YouTube – każdy z nas ma założony choć jeden profil. Social media są bardzo na czasie, dlatego cieszy mnie, że powstają książki, które ukazują życie osób zakręconych na ich punkcie – Ormsbee pokazała plusy i minusy sławy w internecie, co również jest niesamowicie istotne.
Styl autorki jest lekki, luźny, dlatego książkę czyta się przyjemnie i szybko. Narracja pamiętnikarska, czyli typowa dla książek młodzieżowych. Pojawiają się cytaty Lwa Tołstoja, nawiązania do popkultury oraz wyrażenia, które znają tylko prawdziwe fangirl. Jednak... były momenty, gdy książka mnie nużyła. Zabrakło dynamiki akcji, dodatkowo główna bohaterka była niby interesująca, mając swoje pasje, serial internetowy, jednak... została pozbawiona pewnej iskry, stając się kolejną nijaką postacią. Sama historia okazała się monotonna – ma duży potencjał, ale jak dla mnie, całość jest do dopracowania pod względem rozwoju fabuły i budowy napięcia. „Milion odsłon Tash” to powieść pełna ciepła, uroku, z przesłaniem dla każdej dziewczyny oraz z interesującym wątkiem serialu internetowego i pracy youtubera. Na pewno warto ją przeczytać, choćby dla chwili relaksu, ale jeśli szukasz czegoś porywającego, to niestety w tej pozycji tego nie znajdziesz.

Polecam wszystkim fangirl, które mają swoje ulubione fandomy, przyklejone nad łóżkiem plakaty ukochanych postaci, ulubione cytaty zapisane w kajecikach. Dla tych, którzy marzą o swoim kanale na YouTubie lub taki już posiadają. Jeśli czytałaś „Fangirl” Rainbow Rowell, to śmiało sięgnij po tę książkę. 
Ocena: 2/5 
Recenzja: Gabriela Rutana 
Recenzja powstała przy współpracy z portalem 


Pochodnia w mroku – Sabaa Tahir. Jesteś pochodnią w mroku. Jeśli tylko zechcesz zapłonąć!

Recenzentki Książek

Prawdopodobnie nie tylko ja podskoczyłam z radości na wiadomość o premierze „Pochodni w mroku”, kontynuacji „Imperium ognia”, książki o Scholarskiej buntowniczce, Maskach i Imperium. To jedna z najciekawszych serii fantasty, oryginalna, klimatyczna i zaskakująca. Jeśli nie znacie książek Saby Tahir, koniecznie to nadróbcie!
Laia i Elias mają jeden cel – uwolnić Darina z więzienia Kauf. Tylko on może pomóc Scholarom w walce z Imperium. Ucieczka nie jest prosta, na ich drodze stają świetnie wyszkoleni żołnierze, nadprzyrodzone istoty oraz Helena, której zadaniem jest ich zniszczyć. Czy jednak nie zniszczy samej siebie?
Jest brawurowa ucieczka, szalony plan i dużo nowych wątków. Mroczny, duszny klimat, klaustrofobiczne Imperium, gdzie trudno się ukryć oraz dużo śmierci i zniszczenia. „Pochodnia w mroku” daje nadzieję na przetrwanie bohaterów, jednak ich droga nie jest prosta – złe decyzje przeważają te dobre, a konsekwencje są straszliwe i bolesne.
Książka zaczyna się dokładnie w tym samym momencie, w którym kończy się pierwszy tom „An Ember in the Ashes”. Elias i Laia uciekają przed żołnierzami i komendantką. Akcja od razu nabiera szaleńczego tempa – Tahir stawia na dynamikę fabuły i zaskakujące zwroty akcji. ”Pochodnia w mroku” skupia się wokół trójki bohaterów – Eliasa, Lai oraz Heleny. Każdy z rozdziałów zatytułowany jest imieniem postaci, która przyjmuje w nim rolę naszego narratora. Autorka świetnie buduje napięcie, tak, że pod koniec jest się znerwicowanym i przejętym wizją tego, że finał nie ułoży się po myśli bohaterów. Mam wrażenie, że dopiero teraz mamy wgląd na całe Imperium, postaci podróżują, odwiedzają nowe miejsca, zawiązują sojusze, jak i zdobywają kolejnych wrogów. Tahir pozbawia czytelnika złudzeń, ukazuje rewolucję taką, jaka jest – krwawą i nieoszczędzającą słabych.
Muszę się przyczepić do Heleny, która chyba nigdy nie zostanie moją faworytką. Można ją kochać albo nienawidzić. W Helenie jest pewna blokada, coś, co sprawia, że jako postać wydaje się sztywna, odizolowana od czytelnika – może winą jest jej żołnierski sposób myślenia, ukierunkowany na cel i wypełnienie misji. Tahir nie wykorzystała potencjału Heleny, jej poświęcenia, gniewu i ukrytych emocji. Jestem ciekawa, kiedy ten emocjonalny ładunek wybuchnie i poznamy ludzką stronę Kruka Krwi. Jedno jest pewne, ta postać jest o wiele bardziej fascynująca, gdy opowiada o niej inny bohater.
Historia Heleny jest przejmująca i okrutna, to postać tragiczna, która jakkolwiek by postąpiła, to i tak wybierze źle. Nie ma dla niej dobrego zakończenia. Bez wątpienia autorka wiele czerpała z tragedii greckiej – widać to w losach Heleny, w jej imieniu oraz w tym, jak poprowadziła innych bohaterów. „Pochodnia w mroku” kojarzy mi się z „Iliadą” Homera, jeden z postaci jak nic jest koniem trojańskim, zauważalna jest mocna pozycja mężczyzn jako wojowników walczących na wojnie, sam klimat powieści, kraina zmarłych, którą stworzyła Tahir, prowadzone walki i polityka – dostrzec w tym można wyraźną inspirację dziełem najpopularniejszego greckiego poety i pieśniarza.
Tahir przyłożyła się do kreacji bohaterów – są pełnowymiarowi, każdy z nich ma swoją historię, sekrety i lęki. Nie skupiamy się tylko na pierwszoplanowych postaciach, w tle jest wielu bohaterów, jak Kucharka, Keenan czy Darin, niezwykle ciekawych i wciąż całkowicie nieodkrytych. Laia przeszła ogromną zmianę. To nie jest już irytująca dziewczynka, która cały czas ma wobec siebie wyrzuty sumienia – w tej części prowadzi ją determinacja i ogień prawdziwej rewolucjonistki. Elias z kolei musi zmierzyć się z trucizną i tym, co go czeka. Jego przyszłość jest chyba najbardziej niepewna i właśnie ta ciągła niewiedza dodaje całej powieści niesamowitego klimatu.
W pierwszej części bohaterowie skupili się wokół jednego miejsca, szukali drogi ucieczki, kombinowali, wymyślali plany. Tutaj nie ma miejsca na plany. Naprawdę trudno zgadnąć, jakie będzie zakończenie i również dlatego uwielbiam tę serię.
Tahir to jedna z autorek, której mogę zaufać, bo wiem, że napisze dobrą i wciągającą powieść. Barwnie ukazuje swój świat, umiejętnie dawkuje wiedzę i co trochę zaskakuje szaleńczymi zwrotami akcji. W tym wszystkim nie gubi jednak postaci. Czego możecie się spodziewać? Jeszcze okrutniejszej komendantki, rudego buntownika, który namiesza i będzie Was wkurzał, egzekucji, skomplikowanej polityki Imperium, dusznego i przerażającego więzienia, które zbyt mocno przywodzi na myśl obozy koncentracyjne oraz nadziei i miłości. To powieść dla wszystkich, którzy kochają dobre fantasty. Sabo Tahir, nie pozwól nam zbyt długo czekać na trzeci tom!
Ocena: 3,5/5 
Recenzja: Gaba Rutana 
Recenzja powstała przy współpracy z portalem 
Wydawnictwo Akurat
Premiera: czerwiec 2017
Gatunek: fantasty
Cykl: An Ember in the Ashes, tom 2
Liczba stron: 512

Fan Art Laia by @sabaatahir 

Dziewczyna z Brooklynu, Guillaume Musso - wstrząsający thriller, który musisz przeczytać!

Recenzentki Książek

Najnowsza książka Guillaume Musso to mocny, wstrząsający thriller, który całkowicie mnie zaskoczył. Autor znany jest z niekonwencjonalnych pomysłów, ciekawych zwrotów fabularnych, jednak „Dziewczyna z Brooklynu” ma w sobie coś, co wywołuje prawdziwe ciarki i odruch obracania się za siebie. Genialna pozycja, pełna napięcia, emocji, znaków zapytania. Od pierwszych rozdziałów porywa w niesamowity wir akcji, momentami bulwersuje i przeraża. Musso z kategorii pisarzy dobrych, którym można zaufać, bo zawsze tworzą przyzwoite powieści, wspiął się na same wyżyny mojej listy, stając się mistrzem niepokojących thrillerów. Łał!
Niedługo mieli się pobrać. Jednak Anna wyciągnęła zdjęcia z przeszłości i wskazując na nie, powiedziała do Raphaëla – Ja to zrobiłam. On zareagował szokiem, a ona... uciekła. Mężczyzna postanawia ją odnaleźć, równocześnie wpadając w sieć intryg i powoli odkrywając prawdę o swojej narzeczonej. Kim jest Anna? I co dokładnie zrobiła?
Książka zaczyna się tajemnicą, która pogłębia się z każdym rozdziałem. Najbardziej zdziwiło mnie zakończenie – gdy już myślimy, że prawda została odkryta, autor ponownie zaskakuje czytelnika. Wcześniejsze książki Musso czytałam z przyjemnością, jednak nie mogłam odnaleźć w nich tego, co zawarte zostało w tej pozycji – napięcia, prawdziwie przejmującej historii, miejscami nawet przerażającej, bo nic nie wzbudza u nas większych emocji i oburzenia, niż krzywdzenie dzieci.
Pisarz postawił na wielotorową akcję, odgrzebując demony przeszłości, prowadząc nas przez różne etapy formowania się historii Anny Becker. O kunszcie Musso świadczy rozmach powieści, wraz z rozwojem fabuły przemieszczamy się po kontynentach, poznajemy nowych bohaterów, zagłębiamy się w psychologię postaci, aby na koniec i tak dać zaskoczyć się rozwojem wypadków. Kolejną cechą tej pozycji jest ciągle zmieniająca się narracja – raz pierwszoosobowa (w przypadku głównych bohaterów), a zaraz trzecioosobowa (gdy chodzi o dalszoplanowe postaci). Podczas czytania nie ma miejsca na nudę, Musso łączy style i sposoby ukazywania fabuły, jak i zachwyca nawiązaniami do literatury w postaci licznych cytatów. „Dziewczyna z Brooklynu” to prawdziwa gratka dla fanów kryminałów, skomplikowanych historii, nierozwiązanych spraw porzuconych przez policję, które wciąż budzą wątpliwości, ale równocześnie mocna, wstrząsająca powieść o makabrycznych, wywołujących ciarki zbrodniach.
Książka na początku może zmylić – tytuł kojarzy się z romansem lub powieścią obyczajową, okładka podobnie. Gdzie tutaj miejsce na trzymający w napięciu thriller? Muszę przyznać, że oprawa książki nie jest spójna z fabułą. Do zmiany jest okładka – w obecnej postaci to niemal bezbarwny obrazek, pozbawiony znaczenia i całkiem oderwany od historii Anny. Muszę przyczepić się również do stylu – prawdopodobnie to wina tłumaczenia, niektóre zdania czyta się nienaturalne, są „drewniane” i wybijają z rytmu. Jednak nie przysłania to całościowo fabuły, to drobne potknięcia, które na pierwszy rzut oka można nie wyłapać.
„Dziewczyna z Brooklynu” ma wszystko, co wymagam od thrillera – wstrząsającą historię, emocje, świetną psychologię postaci, zawiłą fabułę, która cały czas zaskakuje oraz niesamowity klimat, wywołujący dreszcz niepokoju. Musso ukazał swój literacki kunszt oraz klasę wielkiego pisarza. Razem z bohaterem gonimy za przeszłością Anny, łącząc tropy, które składają się na szokującą prawdę. To aktualnie moja ulubiona książka Musso, więc jestem ciekawa – czy pisarz podbije stawkę?
Ocena: 4/5
Recenzja: Gaba Rutana 
Recenzja powstała przy współpracy z portalem

Premiera: sierpień 2017
Wydawnictwo Albatros
Gatunek: thriller, kryminał
Liczba stron: 400


Wszechświat w twojej dłoni. Niezwykła podróż przez czas i przestrzeń - Christopher Galfard /Przedpremierowo/

Recenzentki Książek

Jeśli czytasz moją recenzję pierwszy raz, musisz o czymś wiedzieć: będąc małą dziewczynką zbzikowałam na punkcie astronomii i ta miłość trwa do dzisiaj. Do tej pory przeczytałam niezliczoną ilość książek o tym temacie i obejrzałam jeszcze więcej filmów zarówno dokumentalnych jak i science fiction. Mam kilku ulubionych naukowców, a jednym z nich jest oczywiście Stephen Hawking. Dlatego, kiedy książkę wydaje jego uczeń, po prostu muszę ją przeczytać.
Już we wrześniu, nakładem wydawnictwa Otwartego, na półki księgarń trafi książka Christophera Galfarda „Wszechświat w twojej dłoni. Niezwykła podróż przez czas i przestrzeń”. Jest to podróż poza granice Ziemi, naszego układu słonecznego, Drogi Mlecznej, Wszechświata i naszej wyobraźni. Pozycja została napisana w nietypowy sposób, ponieważ narrator posługuje się 2 osobą liczby pojedynczej (czyli kieruje swoją wypowiedź bezpośrednio do Ciebie). Jest on pewnego rodzaju przewodnikiem po zjawiskach astronomicznych. Docenić należy plastyczność i obrazowość języka. Naprawdę łatwo wczuć się w historie i czytając poszczególne słowa, po prostu przenieść się na powierzchnię gwiazd i planet.
Jest to książka, która spełnia funkcję naukową. Na niespełna 400 stronach skoncentrowano ogromną dawkę wiedzy astronomicznej. Ogromnym plusem jest natomiast przystępność języka – brak tu skomplikowanych pojęć, a poznawanie wszechświata to przygoda, od której trudno się oderwać. Są tutaj retrospekcje, podróż w czasie, trochę melancholii i przemyśleń na temat życia. Ale jest też ogromna duma z tego, że to właśnie nam – ludziom, a nie żadnemu innemu gatunkowi na Ziemi, przyszło poznawać wszechświat i zachwycać się jego potęgą.
Siłą „Wszechświat w twojej dłoni” jest grono odbiorców, do którego została skierowana. A tak właściwie brak jakichkolwiek barier w jej odbiorze. Wyobrażam sobie, że może ją przeczytać zarówno młodzież szkolna, jak i senior na emeryturze. Polityk oraz Sprzedawca. Wiedza została przekazana w taki sposób, że każdy może pojąć treść i najzwyczajniej w świecie się nią zachwycić. A gwarantuję Wam, że Wszechświat jest piękny – ta książka tylko to potwierdza.
Być może uznacie, że w tej recenzji za mało jest informacji o wnętrzu książki, a zbyt dużo wynurzeń recenzentki. Musicie jednak zrozumieć, że „Wszechświat w twojej dłoni” to bardzo osobista podróż, a każde oczy duszy zobaczą i przeżyją ją inaczej niż ja. Oto w wasze dłonie składam bilet w przeszłość i przyszłość, do wnętrza Słońca, poza granice poznania. Możecie być wszędzie, gdziekolwiek chcecie. Każda droga będzie prowadzić do celu. A więc ruszajcie…
Ocena: 5/5
Recenzowała: Sylwia Czekańska
E-book przedpremierowy od:
Wydawnictwo Otwarte

Informacje:
Data wydania: 2017 
Kategoria: astronomia 
Wydawnictwo: Otwarte 
Liczba stron: 400

Najlepsze cytaty Harukiego Murakami

Recenzentki Książek

Haruki Murakami jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych japońskich pisarzy. Swoją przygodę z literaturą rozpoczął w wieku 30 lat, wygrywając konkurs literacki. Uznanie fanów z całego świata zdobył dzięki pozycjom takim, jak – „Koniec świata i hard-boiled wonderland”, „Tańcz, tańcz, tańcz” i „Na południe od granicy, na zachód od słońca”. Podczas gdy mieszkał we Włoszech, napisał moją ulubioną powieść „Norwegian Wood”. Książka od razu stała się bestsellerem. Po powrocie do Japonii stworzył powieść uważaną za genialną, „Kronika ptaka nakręcacza”. Następnie, w 2002 roku wydana została „Kafka nad morzem”.
Murakami na swoim koncie ma wiele innych powieści. To z pewnością jeden z najbardziej charakterystycznych i ciekawych autorów współczesnej literatury. Jego najnowsza książka, wydana przez Wydawnictwo Muza, nosi tytuł „Zawód: powieściopisarz” i stanowi zbiór esejów. 
Dla mnie to pisarz, który tworzy książki przepełnione genialnymi myślami i spostrzeżeniami - oto kilka z nich: 
Nikt nie lubi samotności. Ja tylko nie próbuję się z nikim na siłę zaprzyjaźniać. To prowadzi do rozczarowań. (Norwegian Wood)


Jeżeli uda się pokochać choć jedną osobę, to życie ma sens. Nawet jeśli nie można być z tym człowiekiem. (1Q84 - t. 1)

Ja lubię dziwaków. Raczej trudno zaufać komuś, kto na takim świecie umie zwyczajnie wyglądać i normalnie żyć. (Kafka nad morzem)


Dlaczego ludzie muszą być tak samotni? Jaki to ma sens? Na tym świecie żyją miliony ludzi; każdy z nich tęskni, szuka spełnienia u innych, a jednak się izoluje. Dlaczego? Czy Ziemia powstała tylko po to, by pielęgnować ludzką samotność? (Sputnik Sweetheart)

Możesz się wściekać, ile chcesz, ale nic nie poradzisz na to, na co nic nie poradzisz. (Zniknięcie słonia)

Mam już taki charakter, że aby coś zrozumieć, muszę najpierw spróbować to zepsuć. (Norwegian Wood)


Bo wiesz, ja wśród powieści najbardziej cenię te, których nie mogę do końca zrozumieć. To, co potrafię zrozumieć, ani trochę mnie nie interesuje. To oczywiste, nie? Prosta sprawa. (1Q84 - t. 1)

Lecz nie ma na świecie nic równie okrutnego, jak poczucie opuszczenia wywołane tym, że nie ma się na co czekać. (Kronika ptaka nakręcacza)

Znajdź mnie szybko. Zanim znajdzie mnie kto inny. (1Q84 - t. 3)


Powiedz sobie, że życie to pudełko czekoladek. (...)
W pudełku są różne czekoladki, jedne się lubi, inne mniej. Najpierw zjada się te ulubione i zostają tylko te, za którymi się nie przepada. Zawsze tak myślę, kiedy jest mi ciężko. Jeżeli teraz się z tym uporam, potem będzie łatwiej. Życie jest jak pudełko czekoladek. (Norwegian Wood)

W ciszy koło czwartej nad ranem słyszałem, jak powoli rosną korzenie samotności. (Kronika ptaka nakręcacza)


Jak się człowiek przyzwyczai, że nie dostaje tego, czego pragnie, to stopniowo sam nie wie już, czego naprawdę chce. (Kronika ptaka nakręcacza)

Ostatnio ciągle tak jest. Staram się coś powiedzieć, ale do głowy przychodzą mi tylko nieodpowiednie słowa albo całkowicie różne od tych, które mam na myśli. Próbuję sama się poprawić, lecz wychodzi tylko gorzej. Tracę wątek. Tak jakbym była rozszczepiona na dwie i sama ze sobą bawiła się w berka. Po środku jest wielki słup i gonimy się wokół niego. Tamta druga ja zawsze zna właściwe słowa, lecz ta ja nigdy nie może tej drugiej złapać. (Norwegian Wood)

Jeden i ten sam obiekt w jednej i tej samej chwili może być w jednym miejscu. Dowiódł tego Einstein. Dowiódł jak bezgranicznie beznamiętna i samotna jest rzeczywistość. (1Q84 - t. 1)


Jeśli myślisz, że jesteś niewyspany to znaczy, że zaczynasz się nad sobą litować, a złe moce tylko na to czekają. (Koniec świata i hard-boiled wonderland)

Pomyśl jutro o tym, o czym możesz pomyśleć jutro. (Tańcz, tańcz, tańcz)


Poza tym jest na świecie taki rodzaj smutku, którego nie można wyrazić łzami. Nie można go nikomu wytłumaczyć. Nie mogąc przybrać żadnego kształtu, osiada cicho na dnie serca jak śnieg podczas bezwietrznej nocy. (Koniec świata i hard-boiled wonderland)

Wcale nie jestem mądry. Tylko mam swój własny sposób myślenia. Dlatego ludzie często mają mnie dosyć. (Kafka nad morzem)


Przygotowała: Gaba Rutana

Zimowy Monarcha - Bernard Cornwell. Mroczne wieki Artura

Recenzentki Książek

Klimatyczna powieść angielskiego pisarza Bernarda Cornwella przenosi nas do czasów arturiańskich, gdzie na dobre rozgorzała walka o władzę. Ten popularny autor powieści historycznych i thrillerów zdecydował się na stworzenie całkiem innej historii o wielkim królu Arturze — nie naiwnej bajki, lecz solidnej, mrocznej powieści, pełnej szczegółów, z przemyślaną fabułą i bohaterami, którzy wydają się niemal realni. Gdybym nie wiedziała, że to fikcja literacka, mogłabym pomyśleć, że Cornwell opisuje prawdziwe losy Artura.
„Zimowy Monarcha” to pierwszy tom „Trylogii Arturiańskiej” wydanej w pięknych, twardych okładkach przez Wydawnictwo Otwarte. Książki już wcześniej pojawiły się na polskim rynku, jednak pod szyldem Instytutu Wydawniczego Erica.
Zdarzyło się to w krainie zwanej Brytanią. Król Uther umiera, a wówczas Brytanię ogrania widmo wojny. Państwo zagrożone jest od środka poprzez wewnętrzne konflikty, ale to nie wszystko, bo wróg czai się u bram – saskie armie planują podbić Brytanię. Jest tylko jeden wojownik, który może je powstrzymać. Artur stanie do walki, jednak czy wygra?
Opowieści pełne magii, wojna z Saksonami i legendarni bohaterowie, jak Artur, Morgana i Merlin oraz Brytania, w której chrześcijaństwo zderza się z pogańskimi wierzeniami. Cornwell zachwycił mnie tajemniczą atmosferą, niemal dusznym klimatem książki, która ukazuje losy Artura, jakich dotąd nie znałam – jest w tym wszystkim spora doza realizmu. Widać zacięcie historyczne pisarza oraz mocne przyłożenie się do szczegółów. To idealny scenariusz na serial bądź film – dawno nie czytałam powieści tak barwnej, precyzyjnie skonstruowanej, pozwalającej wczuć się atmosferę tamtych czasów, poczuć klimat opisywanych miejsc i zachwycić się charyzmą Artura.
Styl na początku może wydać się trudny, bo język, jakim posługuje się autor, dopasowany jest do czasów Brytanii z V wieku. Przyznam, że czekałam na rozwój akcji – pierwsze rozdziały to głównie opisy oraz nakreślenie obecnej sytuacji w Brytanii, co z jednej strony jest dobre, bo autor nie rzuca nas na głęboką wodę, ale z drugiej – brakowało mi przyśpieszenia fabuły. Narratorem powieści jest jeden z bohaterów, Derfel, który na początku sprawia wrażenie niezbyt ważnej postaci, ale czasem jego rola nabiera znaczenia. I tutaj ponownie się przyczepię, żałuję, że Cornwell nie postawił na narrację trzecioosobową lub pierwszoosobową prowadzoną z perspektywy Artura. Wydaje mi się, że historia nabrałaby większego rozpędu i byłaby jeszcze ciekawsza. Autor stawia na opisy – ukazuje piękne miejsca, przybliżając nam tło fabuły i jeszcze bardziej przenosząc nas do swojego świata. Musicie wiedzieć, że w tej powieści znajdziecie przygodę, tajemnicę, brutalne batalie wojenne, przebiegłe taktyki, ale również mocne sceny pełne przemocy, gwałtów i śmierci.
Artur to człowiek z wizją, pragnący stworzyć idealne królestwo i mający ku temu predyspozycje. Ma właściwą charyzmę, jest podziwiany, ludzie się do niego garną, bo widzą w nim to coś, co charakteryzuje dobrych władców. Jedno jest pewne, ciekawie się o nim czyta. To jeden z najbardziej fascynujących bohaterów literackich. Cornwell na koniec książki odnosi się do źródeł historycznych, dając nam nadzieję, że Artur i Merlin byli prawdziwymi postaciami historycznymi – widać, że autor jest zafascynowany tematem i że wykonał porządny research. 
Za genialny klimat, legendy arturiańskie, powrót Artura w wielkim stylu, za fascynujący, realistyczny świat „mrocznych wieków”, w którym legendarne walki, królestwo, honor, wielcy wojownicy i męskość są ważniejsi niż spokojne, ułożone życie. To książka idealna dla wszystkich fanów powieści zabarwionych historią i legendami, opowieściami o Camelocie oraz Arturze. Klimat niczym z „Gry o tron”, a więc każdy lubiący mocne, krwiste historie na pewno stanie się fanem „Zimowego Monarchy”.
Ocena: 3,75/5
Recenzja: Gaba Rutana 
Recenzja powstała przy współpracy z portalem,

Lubimy Czytać


Wydawnictwo: Otwarte, Premiera: 22 maja 2017, Gatunek: fantastyka, Trylogia arturiańska, Tom 1.

Taka karma czy głupie serce, Laura Norton - Hiszpańska Bridget Jones, czyli książka na wakacje!

Recenzentki Książek

Powieść Laury Norton to świetna zabawa, dawka pozytywnego humoru i dużo szalonych historii, od których uśmiech nie schodzi z twarzy przez kilka dni po jej przeczytaniu! Już po przewrotnym tytule można stwierdzić, że ta pozycja coś w sobie ma – to mieszanka Bridget Jones, pięknego i głośnego Madrytu, nieustępliwego temperamentu Hiszpanów, kryzysu gospodarczego, przygód pełnych piór oraz miłosnych komplikacji. „Taka karma czy głupie serce” podnosi na duchu, przyprawia o dobry humor, wywołuje wzruszenie, ale również porusza ważne tematy.
Sara wykonuje wymarły zawód plumassiere i pragnie osiągnąć sukces. Jeśli nie lubisz niespodzianek, to wiedz, że życie lubi być przewrotne. I z pewnością nie jest lekko! Gdy w mieszkaniu Sary niespodziewanie zaczyna nocować jej siostra ze swoim dziwnym ukochanym, to jeszcze wprowadza się jej ojciec, a na weekend ma wpaść i narzeczony. To miejsce jest za małe na tak wybuchową mieszankę! Okazje się, że to, co wydaje się najgorsze, jeszcze do końca takie nie jest – bo zawsze może być gorzej!
Z tą książką na pewno nie będziesz się nudzić! Autorka postarała się o dużo akcji, wiele zwrotów w fabule i skrajnie surrealistyczne sytuacje, które jednocześnie wywołują przerażenie i wybuchy śmiechu – coś w stylu znanej wszystkim Bridget Jones. Norton ukazuje losy kilku bohaterów, każdy ma innych charakter i podejście do życia, dzięki czemu „Taka karma czy głupie serce” staje się zbiorem humorystycznych, inspirujących historii o miłości. Całość czyta się lekko i szybko, bo ta pozycja też taka jest – naprawdę można się przy niej pośmiać. Pisarka oprócz luźnej tematyki porusza kilka poważnych wątków, jak związki, to czy można przebaczyć zdradę, kiedy odejść od partnera i czy warto uparcie szukać prawdziwej miłości. Wniosek jest jeden, warto!
Styl autorki jest jak Hiszpania – dynamiczny, pełen wykrzykników, dialogów i szybkiego tempa akcji. Na początku nie mogłam się do niego przyzwyczaić, ale później było już tylko lepiej. Norton postawiła na narrację pierwszoosobową, prowadzoną z punktu widzenia głównej bohaterki. Cały czas coś się dzieje! Sara ma niełatwe zadanie, musi poradzić sobie z nowymi lokatorami i poważnymi problemami miłosnymi. Szalone akcje, wielkie kłótnie i potyczki słowne – można odnieść wrażenie, że rodzina Sary i jej przyjaciele cały czas sobie dogryzają, jednak mimo wszystko zbierają się przy jednym stole, pomagają sobie w kryzysie i czują wyjątkową przynależność do swojego domu i bliskich. Ta powieść nie jest zamerykanizowana, nie ma w niej całkowicie niezależnej kobiety, która jest piękna, inteligentna i nierzeczywista. Sara to postać z krwi i kości, mająca swoje wady oraz zalety, dlatego tak łatwo można się z nią utożsamić. Podobnie jest z bohaterami męskimi, daleko im do ideałów – to właśnie skradło moje serca, normalność tej powieści i humor, który kryje się w każdej przygodzie Sary.

„Taka karma czy głupie serce” to idealna powieść dla każdej kobiety, która szuka książki z poczuciem humoru, autentycznymi bohaterami i malowniczym tłem fabuły, jakim jest Madryt. Sympatyczna, błyskotliwa i zabawna! Na miły wieczór, do walizki na wakacje czy na rozluźnienie – polecam, wybuchy śmiechu gwarantowane!
Ocena: 4/5
Recenzja: Gaba Rutana 
Recenzja powstała przy współpracy z portalem,

Wydawnictwo: Czarna Owca, Premiera: kwiecień 2017, Liczba stron: 544, Gatunek: powieść obyczajowa.