Dziewczyna z Brooklynu, Guillaume Musso - wstrząsający thriller, który musisz przeczytać!

Recenzentki Książek

Najnowsza książka Guillaume Musso to mocny, wstrząsający thriller, który całkowicie mnie zaskoczył. Autor znany jest z niekonwencjonalnych pomysłów, ciekawych zwrotów fabularnych, jednak „Dziewczyna z Brooklynu” ma w sobie coś, co wywołuje prawdziwe ciarki i odruch obracania się za siebie. Genialna pozycja, pełna napięcia, emocji, znaków zapytania. Od pierwszych rozdziałów porywa w niesamowity wir akcji, momentami bulwersuje i przeraża. Musso z kategorii pisarzy dobrych, którym można zaufać, bo zawsze tworzą przyzwoite powieści, wspiął się na same wyżyny mojej listy, stając się mistrzem niepokojących thrillerów. Łał!
Niedługo mieli się pobrać. Jednak Anna wyciągnęła zdjęcia z przeszłości i wskazując na nie, powiedziała do Raphaëla – Ja to zrobiłam. On zareagował szokiem, a ona... uciekła. Mężczyzna postanawia ją odnaleźć, równocześnie wpadając w sieć intryg i powoli odkrywając prawdę o swojej narzeczonej. Kim jest Anna? I co dokładnie zrobiła?
Książka zaczyna się tajemnicą, która pogłębia się z każdym rozdziałem. Najbardziej zdziwiło mnie zakończenie – gdy już myślimy, że prawda została odkryta, autor ponownie zaskakuje czytelnika. Wcześniejsze książki Musso czytałam z przyjemnością, jednak nie mogłam odnaleźć w nich tego, co zawarte zostało w tej pozycji – napięcia, prawdziwie przejmującej historii, miejscami nawet przerażającej, bo nic nie wzbudza u nas większych emocji i oburzenia, niż krzywdzenie dzieci.
Pisarz postawił na wielotorową akcję, odgrzebując demony przeszłości, prowadząc nas przez różne etapy formowania się historii Anny Becker. O kunszcie Musso świadczy rozmach powieści, wraz z rozwojem fabuły przemieszczamy się po kontynentach, poznajemy nowych bohaterów, zagłębiamy się w psychologię postaci, aby na koniec i tak dać zaskoczyć się rozwojem wypadków. Kolejną cechą tej pozycji jest ciągle zmieniająca się narracja – raz pierwszoosobowa (w przypadku głównych bohaterów), a zaraz trzecioosobowa (gdy chodzi o dalszoplanowe postaci). Podczas czytania nie ma miejsca na nudę, Musso łączy style i sposoby ukazywania fabuły, jak i zachwyca nawiązaniami do literatury w postaci licznych cytatów. „Dziewczyna z Brooklynu” to prawdziwa gratka dla fanów kryminałów, skomplikowanych historii, nierozwiązanych spraw porzuconych przez policję, które wciąż budzą wątpliwości, ale równocześnie mocna, wstrząsająca powieść o makabrycznych, wywołujących ciarki zbrodniach.
Książka na początku może zmylić – tytuł kojarzy się z romansem lub powieścią obyczajową, okładka podobnie. Gdzie tutaj miejsce na trzymający w napięciu thriller? Muszę przyznać, że oprawa książki nie jest spójna z fabułą. Do zmiany jest okładka – w obecnej postaci to niemal bezbarwny obrazek, pozbawiony znaczenia i całkiem oderwany od historii Anny. Muszę przyczepić się również do stylu – prawdopodobnie to wina tłumaczenia, niektóre zdania czyta się nienaturalne, są „drewniane” i wybijają z rytmu. Jednak nie przysłania to całościowo fabuły, to drobne potknięcia, które na pierwszy rzut oka można nie wyłapać.
„Dziewczyna z Brooklynu” ma wszystko, co wymagam od thrillera – wstrząsającą historię, emocje, świetną psychologię postaci, zawiłą fabułę, która cały czas zaskakuje oraz niesamowity klimat, wywołujący dreszcz niepokoju. Musso ukazał swój literacki kunszt oraz klasę wielkiego pisarza. Razem z bohaterem gonimy za przeszłością Anny, łącząc tropy, które składają się na szokującą prawdę. To aktualnie moja ulubiona książka Musso, więc jestem ciekawa – czy pisarz podbije stawkę?
Ocena: 4/5
Recenzja: Gaba Rutana 
Recenzja powstała przy współpracy z portalem

Premiera: sierpień 2017
Wydawnictwo Albatros
Gatunek: thriller, kryminał
Liczba stron: 400


Wszechświat w twojej dłoni. Niezwykła podróż przez czas i przestrzeń - Christopher Galfard /Przedpremierowo/

Recenzentki Książek

Jeśli czytasz moją recenzję pierwszy raz, musisz o czymś wiedzieć: będąc małą dziewczynką zbzikowałam na punkcie astronomii i ta miłość trwa do dzisiaj. Do tej pory przeczytałam niezliczoną ilość książek o tym temacie i obejrzałam jeszcze więcej filmów zarówno dokumentalnych jak i science fiction. Mam kilku ulubionych naukowców, a jednym z nich jest oczywiście Stephen Hawking. Dlatego, kiedy książkę wydaje jego uczeń, po prostu muszę ją przeczytać.
Już we wrześniu, nakładem wydawnictwa Otwartego, na półki księgarń trafi książka Christophera Galfarda „Wszechświat w twojej dłoni. Niezwykła podróż przez czas i przestrzeń”. Jest to podróż poza granice Ziemi, naszego układu słonecznego, Drogi Mlecznej, Wszechświata i naszej wyobraźni. Pozycja została napisana w nietypowy sposób, ponieważ narrator posługuje się 2 osobą liczby pojedynczej (czyli kieruje swoją wypowiedź bezpośrednio do Ciebie). Jest on pewnego rodzaju przewodnikiem po zjawiskach astronomicznych. Docenić należy plastyczność i obrazowość języka. Naprawdę łatwo wczuć się w historie i czytając poszczególne słowa, po prostu przenieść się na powierzchnię gwiazd i planet.
Jest to książka, która spełnia funkcję naukową. Na niespełna 400 stronach skoncentrowano ogromną dawkę wiedzy astronomicznej. Ogromnym plusem jest natomiast przystępność języka – brak tu skomplikowanych pojęć, a poznawanie wszechświata to przygoda, od której trudno się oderwać. Są tutaj retrospekcje, podróż w czasie, trochę melancholii i przemyśleń na temat życia. Ale jest też ogromna duma z tego, że to właśnie nam – ludziom, a nie żadnemu innemu gatunkowi na Ziemi, przyszło poznawać wszechświat i zachwycać się jego potęgą.
Siłą „Wszechświat w twojej dłoni” jest grono odbiorców, do którego została skierowana. A tak właściwie brak jakichkolwiek barier w jej odbiorze. Wyobrażam sobie, że może ją przeczytać zarówno młodzież szkolna, jak i senior na emeryturze. Polityk oraz Sprzedawca. Wiedza została przekazana w taki sposób, że każdy może pojąć treść i najzwyczajniej w świecie się nią zachwycić. A gwarantuję Wam, że Wszechświat jest piękny – ta książka tylko to potwierdza.
Być może uznacie, że w tej recenzji za mało jest informacji o wnętrzu książki, a zbyt dużo wynurzeń recenzentki. Musicie jednak zrozumieć, że „Wszechświat w twojej dłoni” to bardzo osobista podróż, a każde oczy duszy zobaczą i przeżyją ją inaczej niż ja. Oto w wasze dłonie składam bilet w przeszłość i przyszłość, do wnętrza Słońca, poza granice poznania. Możecie być wszędzie, gdziekolwiek chcecie. Każda droga będzie prowadzić do celu. A więc ruszajcie…
Ocena: 5/5
Recenzowała: Sylwia Czekańska
E-book przedpremierowy od:
Wydawnictwo Otwarte

Informacje:
Data wydania: 2017 
Kategoria: astronomia 
Wydawnictwo: Otwarte 
Liczba stron: 400

Najlepsze cytaty Harukiego Murakami

Recenzentki Książek

Haruki Murakami jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych japońskich pisarzy. Swoją przygodę z literaturą rozpoczął w wieku 30 lat, wygrywając konkurs literacki. Uznanie fanów z całego świata zdobył dzięki pozycjom takim, jak – „Koniec świata i hard-boiled wonderland”, „Tańcz, tańcz, tańcz” i „Na południe od granicy, na zachód od słońca”. Podczas gdy mieszkał we Włoszech, napisał moją ulubioną powieść „Norwegian Wood”. Książka od razu stała się bestsellerem. Po powrocie do Japonii stworzył powieść uważaną za genialną, „Kronika ptaka nakręcacza”. Następnie, w 2002 roku wydana została „Kafka nad morzem”.
Murakami na swoim koncie ma wiele innych powieści. To z pewnością jeden z najbardziej charakterystycznych i ciekawych autorów współczesnej literatury. Jego najnowsza książka, wydana przez Wydawnictwo Muza, nosi tytuł „Zawód: powieściopisarz” i stanowi zbiór esejów. 
Dla mnie to pisarz, który tworzy książki przepełnione genialnymi myślami i spostrzeżeniami - oto kilka z nich: 
Nikt nie lubi samotności. Ja tylko nie próbuję się z nikim na siłę zaprzyjaźniać. To prowadzi do rozczarowań. (Norwegian Wood)


Jeżeli uda się pokochać choć jedną osobę, to życie ma sens. Nawet jeśli nie można być z tym człowiekiem. (1Q84 - t. 1)

Ja lubię dziwaków. Raczej trudno zaufać komuś, kto na takim świecie umie zwyczajnie wyglądać i normalnie żyć. (Kafka nad morzem)


Dlaczego ludzie muszą być tak samotni? Jaki to ma sens? Na tym świecie żyją miliony ludzi; każdy z nich tęskni, szuka spełnienia u innych, a jednak się izoluje. Dlaczego? Czy Ziemia powstała tylko po to, by pielęgnować ludzką samotność? (Sputnik Sweetheart)

Możesz się wściekać, ile chcesz, ale nic nie poradzisz na to, na co nic nie poradzisz. (Zniknięcie słonia)

Mam już taki charakter, że aby coś zrozumieć, muszę najpierw spróbować to zepsuć. (Norwegian Wood)


Bo wiesz, ja wśród powieści najbardziej cenię te, których nie mogę do końca zrozumieć. To, co potrafię zrozumieć, ani trochę mnie nie interesuje. To oczywiste, nie? Prosta sprawa. (1Q84 - t. 1)

Lecz nie ma na świecie nic równie okrutnego, jak poczucie opuszczenia wywołane tym, że nie ma się na co czekać. (Kronika ptaka nakręcacza)

Znajdź mnie szybko. Zanim znajdzie mnie kto inny. (1Q84 - t. 3)


Powiedz sobie, że życie to pudełko czekoladek. (...)
W pudełku są różne czekoladki, jedne się lubi, inne mniej. Najpierw zjada się te ulubione i zostają tylko te, za którymi się nie przepada. Zawsze tak myślę, kiedy jest mi ciężko. Jeżeli teraz się z tym uporam, potem będzie łatwiej. Życie jest jak pudełko czekoladek. (Norwegian Wood)

W ciszy koło czwartej nad ranem słyszałem, jak powoli rosną korzenie samotności. (Kronika ptaka nakręcacza)


Jak się człowiek przyzwyczai, że nie dostaje tego, czego pragnie, to stopniowo sam nie wie już, czego naprawdę chce. (Kronika ptaka nakręcacza)

Ostatnio ciągle tak jest. Staram się coś powiedzieć, ale do głowy przychodzą mi tylko nieodpowiednie słowa albo całkowicie różne od tych, które mam na myśli. Próbuję sama się poprawić, lecz wychodzi tylko gorzej. Tracę wątek. Tak jakbym była rozszczepiona na dwie i sama ze sobą bawiła się w berka. Po środku jest wielki słup i gonimy się wokół niego. Tamta druga ja zawsze zna właściwe słowa, lecz ta ja nigdy nie może tej drugiej złapać. (Norwegian Wood)

Jeden i ten sam obiekt w jednej i tej samej chwili może być w jednym miejscu. Dowiódł tego Einstein. Dowiódł jak bezgranicznie beznamiętna i samotna jest rzeczywistość. (1Q84 - t. 1)


Jeśli myślisz, że jesteś niewyspany to znaczy, że zaczynasz się nad sobą litować, a złe moce tylko na to czekają. (Koniec świata i hard-boiled wonderland)

Pomyśl jutro o tym, o czym możesz pomyśleć jutro. (Tańcz, tańcz, tańcz)


Poza tym jest na świecie taki rodzaj smutku, którego nie można wyrazić łzami. Nie można go nikomu wytłumaczyć. Nie mogąc przybrać żadnego kształtu, osiada cicho na dnie serca jak śnieg podczas bezwietrznej nocy. (Koniec świata i hard-boiled wonderland)

Wcale nie jestem mądry. Tylko mam swój własny sposób myślenia. Dlatego ludzie często mają mnie dosyć. (Kafka nad morzem)


Przygotowała: Gaba Rutana

Zimowy Monarcha - Bernard Cornwell. Mroczne wieki Artura

Recenzentki Książek

Klimatyczna powieść angielskiego pisarza Bernarda Cornwella przenosi nas do czasów arturiańskich, gdzie na dobre rozgorzała walka o władzę. Ten popularny autor powieści historycznych i thrillerów zdecydował się na stworzenie całkiem innej historii o wielkim królu Arturze — nie naiwnej bajki, lecz solidnej, mrocznej powieści, pełnej szczegółów, z przemyślaną fabułą i bohaterami, którzy wydają się niemal realni. Gdybym nie wiedziała, że to fikcja literacka, mogłabym pomyśleć, że Cornwell opisuje prawdziwe losy Artura.
„Zimowy Monarcha” to pierwszy tom „Trylogii Arturiańskiej” wydanej w pięknych, twardych okładkach przez Wydawnictwo Otwarte. Książki już wcześniej pojawiły się na polskim rynku, jednak pod szyldem Instytutu Wydawniczego Erica.
Zdarzyło się to w krainie zwanej Brytanią. Król Uther umiera, a wówczas Brytanię ogrania widmo wojny. Państwo zagrożone jest od środka poprzez wewnętrzne konflikty, ale to nie wszystko, bo wróg czai się u bram – saskie armie planują podbić Brytanię. Jest tylko jeden wojownik, który może je powstrzymać. Artur stanie do walki, jednak czy wygra?
Opowieści pełne magii, wojna z Saksonami i legendarni bohaterowie, jak Artur, Morgana i Merlin oraz Brytania, w której chrześcijaństwo zderza się z pogańskimi wierzeniami. Cornwell zachwycił mnie tajemniczą atmosferą, niemal dusznym klimatem książki, która ukazuje losy Artura, jakich dotąd nie znałam – jest w tym wszystkim spora doza realizmu. Widać zacięcie historyczne pisarza oraz mocne przyłożenie się do szczegółów. To idealny scenariusz na serial bądź film – dawno nie czytałam powieści tak barwnej, precyzyjnie skonstruowanej, pozwalającej wczuć się atmosferę tamtych czasów, poczuć klimat opisywanych miejsc i zachwycić się charyzmą Artura.
Styl na początku może wydać się trudny, bo język, jakim posługuje się autor, dopasowany jest do czasów Brytanii z V wieku. Przyznam, że czekałam na rozwój akcji – pierwsze rozdziały to głównie opisy oraz nakreślenie obecnej sytuacji w Brytanii, co z jednej strony jest dobre, bo autor nie rzuca nas na głęboką wodę, ale z drugiej – brakowało mi przyśpieszenia fabuły. Narratorem powieści jest jeden z bohaterów, Derfel, który na początku sprawia wrażenie niezbyt ważnej postaci, ale czasem jego rola nabiera znaczenia. I tutaj ponownie się przyczepię, żałuję, że Cornwell nie postawił na narrację trzecioosobową lub pierwszoosobową prowadzoną z perspektywy Artura. Wydaje mi się, że historia nabrałaby większego rozpędu i byłaby jeszcze ciekawsza. Autor stawia na opisy – ukazuje piękne miejsca, przybliżając nam tło fabuły i jeszcze bardziej przenosząc nas do swojego świata. Musicie wiedzieć, że w tej powieści znajdziecie przygodę, tajemnicę, brutalne batalie wojenne, przebiegłe taktyki, ale również mocne sceny pełne przemocy, gwałtów i śmierci.
Artur to człowiek z wizją, pragnący stworzyć idealne królestwo i mający ku temu predyspozycje. Ma właściwą charyzmę, jest podziwiany, ludzie się do niego garną, bo widzą w nim to coś, co charakteryzuje dobrych władców. Jedno jest pewne, ciekawie się o nim czyta. To jeden z najbardziej fascynujących bohaterów literackich. Cornwell na koniec książki odnosi się do źródeł historycznych, dając nam nadzieję, że Artur i Merlin byli prawdziwymi postaciami historycznymi – widać, że autor jest zafascynowany tematem i że wykonał porządny research. 
Za genialny klimat, legendy arturiańskie, powrót Artura w wielkim stylu, za fascynujący, realistyczny świat „mrocznych wieków”, w którym legendarne walki, królestwo, honor, wielcy wojownicy i męskość są ważniejsi niż spokojne, ułożone życie. To książka idealna dla wszystkich fanów powieści zabarwionych historią i legendami, opowieściami o Camelocie oraz Arturze. Klimat niczym z „Gry o tron”, a więc każdy lubiący mocne, krwiste historie na pewno stanie się fanem „Zimowego Monarchy”.
Ocena: 3,75/5
Recenzja: Gaba Rutana 
Recenzja powstała przy współpracy z portalem,

Lubimy Czytać


Wydawnictwo: Otwarte, Premiera: 22 maja 2017, Gatunek: fantastyka, Trylogia arturiańska, Tom 1.

Taka karma czy głupie serce, Laura Norton - Hiszpańska Bridget Jones, czyli książka na wakacje!

Recenzentki Książek

Powieść Laury Norton to świetna zabawa, dawka pozytywnego humoru i dużo szalonych historii, od których uśmiech nie schodzi z twarzy przez kilka dni po jej przeczytaniu! Już po przewrotnym tytule można stwierdzić, że ta pozycja coś w sobie ma – to mieszanka Bridget Jones, pięknego i głośnego Madrytu, nieustępliwego temperamentu Hiszpanów, kryzysu gospodarczego, przygód pełnych piór oraz miłosnych komplikacji. „Taka karma czy głupie serce” podnosi na duchu, przyprawia o dobry humor, wywołuje wzruszenie, ale również porusza ważne tematy.
Sara wykonuje wymarły zawód plumassiere i pragnie osiągnąć sukces. Jeśli nie lubisz niespodzianek, to wiedz, że życie lubi być przewrotne. I z pewnością nie jest lekko! Gdy w mieszkaniu Sary niespodziewanie zaczyna nocować jej siostra ze swoim dziwnym ukochanym, to jeszcze wprowadza się jej ojciec, a na weekend ma wpaść i narzeczony. To miejsce jest za małe na tak wybuchową mieszankę! Okazje się, że to, co wydaje się najgorsze, jeszcze do końca takie nie jest – bo zawsze może być gorzej!
Z tą książką na pewno nie będziesz się nudzić! Autorka postarała się o dużo akcji, wiele zwrotów w fabule i skrajnie surrealistyczne sytuacje, które jednocześnie wywołują przerażenie i wybuchy śmiechu – coś w stylu znanej wszystkim Bridget Jones. Norton ukazuje losy kilku bohaterów, każdy ma innych charakter i podejście do życia, dzięki czemu „Taka karma czy głupie serce” staje się zbiorem humorystycznych, inspirujących historii o miłości. Całość czyta się lekko i szybko, bo ta pozycja też taka jest – naprawdę można się przy niej pośmiać. Pisarka oprócz luźnej tematyki porusza kilka poważnych wątków, jak związki, to czy można przebaczyć zdradę, kiedy odejść od partnera i czy warto uparcie szukać prawdziwej miłości. Wniosek jest jeden, warto!
Styl autorki jest jak Hiszpania – dynamiczny, pełen wykrzykników, dialogów i szybkiego tempa akcji. Na początku nie mogłam się do niego przyzwyczaić, ale później było już tylko lepiej. Norton postawiła na narrację pierwszoosobową, prowadzoną z punktu widzenia głównej bohaterki. Cały czas coś się dzieje! Sara ma niełatwe zadanie, musi poradzić sobie z nowymi lokatorami i poważnymi problemami miłosnymi. Szalone akcje, wielkie kłótnie i potyczki słowne – można odnieść wrażenie, że rodzina Sary i jej przyjaciele cały czas sobie dogryzają, jednak mimo wszystko zbierają się przy jednym stole, pomagają sobie w kryzysie i czują wyjątkową przynależność do swojego domu i bliskich. Ta powieść nie jest zamerykanizowana, nie ma w niej całkowicie niezależnej kobiety, która jest piękna, inteligentna i nierzeczywista. Sara to postać z krwi i kości, mająca swoje wady oraz zalety, dlatego tak łatwo można się z nią utożsamić. Podobnie jest z bohaterami męskimi, daleko im do ideałów – to właśnie skradło moje serca, normalność tej powieści i humor, który kryje się w każdej przygodzie Sary.

„Taka karma czy głupie serce” to idealna powieść dla każdej kobiety, która szuka książki z poczuciem humoru, autentycznymi bohaterami i malowniczym tłem fabuły, jakim jest Madryt. Sympatyczna, błyskotliwa i zabawna! Na miły wieczór, do walizki na wakacje czy na rozluźnienie – polecam, wybuchy śmiechu gwarantowane!
Ocena: 4/5
Recenzja: Gaba Rutana 
Recenzja powstała przy współpracy z portalem,

Wydawnictwo: Czarna Owca, Premiera: kwiecień 2017, Liczba stron: 544, Gatunek: powieść obyczajowa. 


Mleko i Miód - Rupi Kaur, czyli poezja przecieka przez palce

Recenzentki Książek

Trzymając w dłoniach poezję mam wrażenie, że trzymać pudło z uczuciami, które tylko czekają aż będą mogły zawładnąć moim sercem. Dlatego właśnie bardzo chciałam przeczytać tomik Rupi Kaur pod niebanalnym tytułem „Mleko i miód”. Odmiennie od wielu recenzentów – którzy o jej twórczości dowiedzieli się za sprawą aktywnej promocji wydawnictwa Otwartego – ja niektóre jej wiersze znałam już wcześniej, w wersji angielskiej. Świadoma jednak swoich braków językowych, nie mogłam doczekać się, aż zapoznam się z tłumaczeniem Anny Gralak. I wreszcie przesyłka dotarła.

Krótkie wiersze, okraszone minimalistycznymi, prostymi rysunkami okazały się głębokie i dające do myślenia. Rupi Kaur ma lekkość tworzenia wierszy, jakiej naprawdę mogą jej pozazdrościć inni poeci. Nie używa zbyt wygórowanych metafor ani innych skomplikowanych środków stylistycznych, a mimo to jej utwory pozostają subtelne, niejednoznaczne i chwytające za serce. „Mleko i miód” to opowieść o miłości, stracie, cierpieniu, przemocy, kobiecości i wybaczaniu. Nigdy nie uważałam, że słuszne jest dzielenie poezji na tę dla mężczyzn i dla kobiet, bo wierzę, że niezależnie od tematyki, wiersze może czytać każdy. W przypadku tego tomiku sądzę jednak, że spodoba się on bardziej kobietą, bo to właśnie kobiecą, sensualną „woń” roztacza wokół siebie. Jest tutaj dużo o cielesności, myślach, pojmowaniu świata. Czytając wiersze zamieszczone w tej niepozornej książeczce odnajdywałam samą siebie. Proste słowa, kilka wersów, a jednak mają jakąś moc. Moc, którą właśnie powinna mieć poezja.

Kiedy ruszyła promocja tego tytułu w Polsce, czytelnicy zastanawiali się „o co tyle szumu”. Wierzę, że poezję trzeba odczuwać. Nie czyta się jej dla samego aktu czytania, ale przede wszystkim, aby się nad nią zastanowić, przeżyć wiersze aż do uzyskania katharsis. Były głosy zawiedzione, które po lekturze „Mleka i miodu” kręciły z niechęcią głowami. Ja jednak ogromnie i nieopisanie cieszę się, że dzięki działaniom Wydawnictwa Otwartego poezję przeczytało znacznie szersze grono czytelników, którzy nierzadko skupiają się tylko wokół całkowicie odległych gatunków literackich, takich jak fantastyka czy kryminał.
„Mleko i miód” to piękny zbiór wierszy, który spodoba się kobietom dojrzałym i emocjonalnym, a mężczyzną pozwoli nieco zgłębić tajniki kobiecej natury. Książka idealna na prezent. Ciekawie wydana, w odcieniach czerni i bieli, ujmująca za serce i w jakimś sensie nietypowa. Osobiście jestem nią zauroczona. Dla takich fanów poezji jak ja, pozycja obowiązkowa. Dla wszystkich innych, bez wątpienia warta uwagi.
Ocena: 5/5

Sylwia Czekańska
INFORMACJE:
Rok wydania: 2017
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 208
Kategoria: Poezja