Przedpremierowo - Dwór Skrzydeł i Zguby, Sarah J. Maas. Chcę jeszcze raz!



Znacie to uczucie, gdy po zakończeniu książki, nie wiecie co zrobić ze swoim życie? Dokładnie tak czuję się po zakończeniu „Dworu Skrzydeł i Zguby”.
Trzeci tom uwielbianej serii Sarah J. Maas okazał się dokładnie taki, jak oczekiwałam – pełen napięcia i akcji. Bałam się, że zakończenie mnie rozczaruje. Chyba najbardziej obawiałam się śmierci ulubionych postaci. Wiecie, jak to jest przywiązać się do bohaterów? Właśnie. Szczęśliwe zakończenia są banalne, jednak czasem lubię taką banalność. Nie zdradzę czy ktoś zginął, sami musicie przeczytać książkę, ale przyznam się, że „Dwór Skrzydeł i Zguby” był prawdziwą jazdą bez trzymanki. A podziękowanie Maas zapowiada jedno – to nie koniec tej opowieści i tego świata. A przynajmniej mam taką nadzieję.
Powieść zaczyna się od Dworu Wiosy – to tam Feyra wraca, a jej celem jest zdobycie przydatnych informacji na temat króla Hybernii oraz zgładzenie Tamlina. Musi wszystkich przechytrzyć, bo na szali jest istnienie całego Prythianu. Wojna nieubłaganie się zbliża, prawdziwa – pełna krwi, śmierci i decyzji, które przyniosą straszliwe konsekwencje. Co więcej, Feyra tęskni za domem i Rhysem. Czy uda im się przetrwać?
Uwielbiam świat, który wymyśliła Maas. To, jak zbudowała fabułę, aby na każdym kroku nas zaskakiwać. A szczególnie lubię relacje, jakie łączą postaci – więź Feyry i Rhysa, tajemniczą Mor oraz Azriela, walecznego Kasjana oraz siostry Feyry, które z pewnością wzbudzą u Was dużo emocji. Maas wprowadziła wielu pobocznych bohaterów, dając na pierwszy plan Feyrę z Rhysem, jednak po drodze snując kilka innych ciekawych opowieści. Co więcej, sporo wątków zostało niedokończonych, dlatego mocno liczę na jeszcze jedną książkę z tego uniwersum. W tym tomie Feyra jest księżną Dworu Nocy, nie boi się swojego tytułu, nie cofa się przed zobowiązaniem. Podoba mi się, że stała się nierozerwalną częścią rodziny Rhysa, bardzo dobrze czytało się fragmenty, gdy wszyscy działali wspólnie, jako drużyna. Wszyscy potężni, odważni i niecofający się przed niczym. Ich interakcje, żarty i potyczki słowne, dodawały całej powieści uroku i wywoływały mimowolny uśmiech. Polubiłam i zżyłam się z postaciami Maas, dlatego teraz jest mi strasznie smutno, że „Dwór Skrzydeł i Zguby” mam już za sobą. Zapomniałabym, jeśli są tu jeszcze jacyś fani Kasjana, pisać w komentarzach! Uwielbiam tę postać i uważam, że Maas powinna jeszcze bardziej rozwinąć jego wątek.
Trzeci tom to dużo akcji, prawdziwa wojna, taktyka i szczegóły związane z działaniem wojsk, które pozytywnie mnie zaskoczyły. Widać, że autorka się przyłożyła, nie tworząc historii opartej tylko na romantycznej relacji bohaterów, ale również na walce o Prythian. Oczywiście jest kilka momentów, które wywołują rumieńce na policzkach, bo Rhys przekracza granice w byciu tak niewiarygodnie uroczym. To chyba jeden z moich ulubionych męskich bohaterów, nonszalancki, sarkastyczny, ale zarazem pełen ciepła i lojalności. Na początku, gdy Feyra była w Dworze Wiosny, miałam ochotę krzyczeć, niech ona się stamtąd wyrwie! Te fragmenty są chyba najgorsze, bo trzymają nas w wielkiej niepewności i w pewnym sensie wstrzymają całą fabułę. Jednak, gdy Feyra dociera do Dworu Nocy – to akcja nabiera niewiarygodnego tempa. Serio, spodziewajcie się, że nie będziecie nadążać za bohaterami. Narada, walka i ciągłe pułapki, jedno muszę przyznać, Mass cały czas utrudniała życie swoim postaciom. Dzięki temu ani trochę się nie nudziłam!
Ta seria ma niepowtarzalny klimat, Maas zbudowała świat, który urzeka i fascynuje. Fae wysokiego rodu, ludzie i wiele magicznych, pradawnych, mrożących krew w żyłach stworzeń. Dobro i zło cały czas się zaciera, w tej powieści nic nie jest czarno-białe. Autorka pokazuje nam, że w naszych słabościach tkwi siła. Uwielbiam tę serię i cieszę się, że mam ją w swojej biblioteczce. Pewnie będę jeszcze wracać do ulubionych fragmentów, znając mnie, przeczytam wszystkie trzy tomy jeszcze raz, ale warto, bo Maas wprowadziła tyle genialnych wątków, że mam ochotę ją wyściskać.
Mogłabym pisać i pisać, ale wiem, że fani, czekający na tę książkę na pewno nie będą zawiedzeni. Podczas czytania całkowicie przepadłam. Cóż, dwa dni wyjęte z życiorysu, gdy przeniosłam się do świata wymyślonego przez Maas, to dobre określenie.
„Dwór Skrzydeł i Zguby” spełnił moje oczekiwania, wynagrodził mi miesiące czekania oraz sprawił, że przez następny tydzień będę cały czas myśleć o tej powieści, roztrząsać poszczególne sceny, zastanawiać się, jak losy bohaterów potoczą się dalej... Mass wykonała kawał dobrej roboty, napisała książkę trzymającą w napięciu, pełną emocji, zwrotów akcji i wciągającą od pierwszych stron. W pewnym momencie przyłapałam się na obgryzaniu paznokci z nerwów, końcówka naprawdę może wywołać zawał serca, więc lojalnie ostrzegam! Dodatkowo, jeśli macie w planach „Dwór Skrzydeł i Zguby”, to zarezerwujcie sobie trochę czasu, bo bardzo trudno oderwać się od tej książki.
Ocena: 5/5
Recenzja: Gabriela Rutana
Za możliwość przeczytania książki dziękuję,
Premiera: 25 października 2017
Gatunek: fantasty
Cykl: Dwór cierni i róż (tom 3)


*fanart w nagłówku autorstwa Charlie Bowater

Oto moje emocje po uświadomieniu sobie, że to koniec książki i nie ma nic już więcej... 

Consolation – Corinne Michaels, czyli za mundurem panny sznurem! PRZEDPREMIEROWO!

Consolation to pierwsza część serii Corinne Michaels, opowiadająca historię Natalie – młodej kobiety, która musi pogodzić się ze śmiercią swojego męża. Pomaga jej w tym najlepszy przyjaciel rodziny, Liam. Pomiędzy dwójką rodzi się uczucie, jednak oboje zmagają się z wątpliwościami i myślą, że ich miłość nie powinna się wydarzyć.
Czytając tę powieść, cały czas miałam wrażenie, że już skądś znam ten wątek. I nagle przypomniałam sobie znakomity film z Natalie Portman – „Bracia”. Fabuła jest niemalże tak podobna, że nie byłam ani trochę zaskoczona rozwojem akcji i końcówką, która prawdopodobnie dla niektórych może być dużym zaskoczeniem. Jedno jest pewne, Michaels pisząc tę książkę, wzorowała się na historii żony zmarłego żołnierza, znajdującej ukojenie w ramionach innego mężczyzny – w filmie to brat bohatera, a w książce jego bliski przyjaciel. Film od książki różni się jednak klimatem. W „Braciach” jest on ciężki, nastawiony na psychologię postaci, z kolei w „Consolation” autorka skupia się na romansie Natalie z Liamem, jednak całość czyta się dosyć przyjemnie i lekko.
Nie chcę przez całą recenzję porównywać tych dwóch dzieł, bo może zdarzyć się tak, że jest wielu czytelników, którzy po raz pierwszy zetkną się z tego rodzaju opowieścią. I będzie ona wówczas dla nich dokładnie taka, jak napisano w jej zapowiedzi – porywająca, wzruszająca i chwytająca za serce.
„Consolation” czyta się bardzo szybko, głównie dzięki dużej ilości dialogów oraz szybko rozwijającej się akcji. Czcionka jest dosyć duża, co z pewnością jest plusem dla osób takich jak ja, czyli typowych okularników. Narracja poprowadzona jest z dwóch perspektyw: Natalie i Liama, co daje nam szerszy obraz fabuły. Książkę przepełniają skrajne emocje, autorka roztrząsa dylematy moralne, zadając pytanie czytelnikowi, co jest dobre, a co złe? Jest w tym trochę dramatyzmu, ale sam świat jest ciekawy, rodziny żołnierzy cały czas żyją w napięciu i strachu – pisarka świetnie to ukazuje.
Końcówka pozostawia nas w stanie rozsypki, podejrzewam, że większość nie będzie się spodziewać takiego rozwoju sytuacji. To świetnie wykonany cliffhanger, pozostawiający czytelnika w stanie zawieszenia z otworzoną buzią i tysiącem pytań. Czekanie na drugi tom będzie prawdziwą torturą! ;)
Muszę przyznać jedno, dla tych, którzy oglądali film „Bracia”, ta powieść może być trochę niczym odgrzewany kotlet. Mimo wszystko po stresującym dniu, po tego rodzaju książki sięga się z przyjemnością, tym bardziej że autorka bardzo plastycznie ukazuje wątek romantyczny – łącznie z dosyć graficznymi scenami zbliżeń postaci. A Liam to kolejny przystojniak, o którym fajnie się czyta. Zawsze kibicujemy bohaterom, którzy nie mogą być razem, a więc zakazana miłość to niezwykle atrakcyjny wątek.
Jeśli lubicie nietuzinkowe romanse, to śmiało sięgnijcie po „Consolation”. Po takim zakończeniu, jakie zafundowała nam autorka, pewnie większość z Was będzie z utęsknieniem czekać na kontynuację.
Dla tych, którzy nie wiedzą – ta powieść to jedna z pierwszych książek Wydawnictwa Szósty Zmysł. Po zapowiedziach wydawnictwa mogę stwierdzić jedno, zima będzie gorąca!
Ocena: 2,5/5
Recenzja: Gaba Rutana
Za możliwość przeczytania książki dziękuję,


Premiera: 11 października 2017
Gatunek: romans
Cykl: Consolation Duet (tom 1)
Liczba stron: 302

Milion odsłon Tash, Kathryn Ormsbee - dla każdej fangirl!

YouTube przez kilka ostatnich lat niesamowicie się rozwinął – obecnie to miejsce, gdzie znaleźć można profesjonalne, oryginalne i przemyślane produkcje. Fanowskie filmiki, śmieszne, ironiczne, poruszające ważne tematy i całkowicie głupkowate, ale pozwalające się wyluzować. To również vlogi, gdzie ich bohaterowie dają się poznawać, obserwować swoje życie czasem dzień po dniu. Co powiecie w takim razie na dziewczynę, która publikuje serialową adaptację „Anny Kareniny”, a jej idolem jest sam długobrody Lew Tołstoj?
Tash razem z paczką znajomych kręci serial internetowy „Nieszczęśliwe rodziny”, równocześnie jest vlogerką i marzy o studiach w szkole filmowej. Jej współczesna interpretacja historii Anny i Wrońskiego nagle zdobywa wielką popularność – liczba subskrybentów gwałtownie rośnie, przybywa komentarzy, tych pozytywnych, ale niestety i negatywnych, pojawiają się gify, fanarty, listy od fanów, a do tego przystojny vloger, Thom Causer prosi ją o numer telefonu. Szaleństwo! Tash musi zmierzyć się ze sławą i swoimi uczuciami.
Autorce udało się oddać zaplecze kręcenia serialu, vlogowania i tego, jak to wszystko wygląda od „kuchni”. Nie zdobywa się od razu milionów i popularności na miarę Beyonce. To więcej obowiązków, odpowiedzialność, presja i ciągłe podnoszenie sobie poprzeczki. Ormsbee dodatkowo opowiada historię trójki przyjaciół – interakcje Tash, Jack oraz Paula są bardzo interesującym tłem dla youtubowej otoczki i w pewnym sensie na końcu okazują się najważniejsze. Dodatkowo poruszony zostaje temat seksualności nastolatków, co bardzo mnie zaskoczyło i skłoniło do zastanowienia – czy pisarka nie upchała do jednej książki zbyt wielu motywów? Czy nie jest to przejaskrawione? I chyba nie, Ormsbee udało się utrzymać swoją historię w granicach normalności, tym bardziej że dzieciaki, które rozwijają swoją karierę filmową na Youtube to coś, co nikogo z generacji Z, czyli pokolenia internetowego nie powinno już dziwić. Podoba mi się poruszenie tematyki mediów społecznościowych i ich obecności w życiu młodzieży, ale i nie tylko – Instagram, Facebook, Snapchat, Twitter, YouTube – każdy z nas ma założony choć jeden profil. Social media są bardzo na czasie, dlatego cieszy mnie, że powstają książki, które ukazują życie osób zakręconych na ich punkcie – Ormsbee pokazała plusy i minusy sławy w internecie, co również jest niesamowicie istotne.
Styl autorki jest lekki, luźny, dlatego książkę czyta się przyjemnie i szybko. Narracja pamiętnikarska, czyli typowa dla książek młodzieżowych. Pojawiają się cytaty Lwa Tołstoja, nawiązania do popkultury oraz wyrażenia, które znają tylko prawdziwe fangirl. Jednak... były momenty, gdy książka mnie nużyła. Zabrakło dynamiki akcji, dodatkowo główna bohaterka była niby interesująca, mając swoje pasje, serial internetowy, jednak... została pozbawiona pewnej iskry, stając się kolejną nijaką postacią. Sama historia okazała się monotonna – ma duży potencjał, ale jak dla mnie, całość jest do dopracowania pod względem rozwoju fabuły i budowy napięcia. „Milion odsłon Tash” to powieść pełna ciepła, uroku, z przesłaniem dla każdej dziewczyny oraz z interesującym wątkiem serialu internetowego i pracy youtubera. Na pewno warto ją przeczytać, choćby dla chwili relaksu, ale jeśli szukasz czegoś porywającego, to niestety w tej pozycji tego nie znajdziesz.

Polecam wszystkim fangirl, które mają swoje ulubione fandomy, przyklejone nad łóżkiem plakaty ukochanych postaci, ulubione cytaty zapisane w kajecikach. Dla tych, którzy marzą o swoim kanale na YouTubie lub taki już posiadają. Jeśli czytałaś „Fangirl” Rainbow Rowell, to śmiało sięgnij po tę książkę. 
Ocena: 2/5 
Recenzja: Gabriela Rutana 
Recenzja powstała przy współpracy z portalem 


Pochodnia w mroku – Sabaa Tahir. Jesteś pochodnią w mroku. Jeśli tylko zechcesz zapłonąć!

Prawdopodobnie nie tylko ja podskoczyłam z radości na wiadomość o premierze „Pochodni w mroku”, kontynuacji „Imperium ognia”, książki o Scholarskiej buntowniczce, Maskach i Imperium. To jedna z najciekawszych serii fantasty, oryginalna, klimatyczna i zaskakująca. Jeśli nie znacie książek Saby Tahir, koniecznie to nadróbcie!
Laia i Elias mają jeden cel – uwolnić Darina z więzienia Kauf. Tylko on może pomóc Scholarom w walce z Imperium. Ucieczka nie jest prosta, na ich drodze stają świetnie wyszkoleni żołnierze, nadprzyrodzone istoty oraz Helena, której zadaniem jest ich zniszczyć. Czy jednak nie zniszczy samej siebie?
Jest brawurowa ucieczka, szalony plan i dużo nowych wątków. Mroczny, duszny klimat, klaustrofobiczne Imperium, gdzie trudno się ukryć oraz dużo śmierci i zniszczenia. „Pochodnia w mroku” daje nadzieję na przetrwanie bohaterów, jednak ich droga nie jest prosta – złe decyzje przeważają te dobre, a konsekwencje są straszliwe i bolesne.
Książka zaczyna się dokładnie w tym samym momencie, w którym kończy się pierwszy tom „An Ember in the Ashes”. Elias i Laia uciekają przed żołnierzami i komendantką. Akcja od razu nabiera szaleńczego tempa – Tahir stawia na dynamikę fabuły i zaskakujące zwroty akcji. ”Pochodnia w mroku” skupia się wokół trójki bohaterów – Eliasa, Lai oraz Heleny. Każdy z rozdziałów zatytułowany jest imieniem postaci, która przyjmuje w nim rolę naszego narratora. Autorka świetnie buduje napięcie, tak, że pod koniec jest się znerwicowanym i przejętym wizją tego, że finał nie ułoży się po myśli bohaterów. Mam wrażenie, że dopiero teraz mamy wgląd na całe Imperium, postaci podróżują, odwiedzają nowe miejsca, zawiązują sojusze, jak i zdobywają kolejnych wrogów. Tahir pozbawia czytelnika złudzeń, ukazuje rewolucję taką, jaka jest – krwawą i nieoszczędzającą słabych.
Muszę się przyczepić do Heleny, która chyba nigdy nie zostanie moją faworytką. Można ją kochać albo nienawidzić. W Helenie jest pewna blokada, coś, co sprawia, że jako postać wydaje się sztywna, odizolowana od czytelnika – może winą jest jej żołnierski sposób myślenia, ukierunkowany na cel i wypełnienie misji. Tahir nie wykorzystała potencjału Heleny, jej poświęcenia, gniewu i ukrytych emocji. Jestem ciekawa, kiedy ten emocjonalny ładunek wybuchnie i poznamy ludzką stronę Kruka Krwi. Jedno jest pewne, ta postać jest o wiele bardziej fascynująca, gdy opowiada o niej inny bohater.
Historia Heleny jest przejmująca i okrutna, to postać tragiczna, która jakkolwiek by postąpiła, to i tak wybierze źle. Nie ma dla niej dobrego zakończenia. Bez wątpienia autorka wiele czerpała z tragedii greckiej – widać to w losach Heleny, w jej imieniu oraz w tym, jak poprowadziła innych bohaterów. „Pochodnia w mroku” kojarzy mi się z „Iliadą” Homera, jeden z postaci jak nic jest koniem trojańskim, zauważalna jest mocna pozycja mężczyzn jako wojowników walczących na wojnie, sam klimat powieści, kraina zmarłych, którą stworzyła Tahir, prowadzone walki i polityka – dostrzec w tym można wyraźną inspirację dziełem najpopularniejszego greckiego poety i pieśniarza.
Tahir przyłożyła się do kreacji bohaterów – są pełnowymiarowi, każdy z nich ma swoją historię, sekrety i lęki. Nie skupiamy się tylko na pierwszoplanowych postaciach, w tle jest wielu bohaterów, jak Kucharka, Keenan czy Darin, niezwykle ciekawych i wciąż całkowicie nieodkrytych. Laia przeszła ogromną zmianę. To nie jest już irytująca dziewczynka, która cały czas ma wobec siebie wyrzuty sumienia – w tej części prowadzi ją determinacja i ogień prawdziwej rewolucjonistki. Elias z kolei musi zmierzyć się z trucizną i tym, co go czeka. Jego przyszłość jest chyba najbardziej niepewna i właśnie ta ciągła niewiedza dodaje całej powieści niesamowitego klimatu.
W pierwszej części bohaterowie skupili się wokół jednego miejsca, szukali drogi ucieczki, kombinowali, wymyślali plany. Tutaj nie ma miejsca na plany. Naprawdę trudno zgadnąć, jakie będzie zakończenie i również dlatego uwielbiam tę serię.
Tahir to jedna z autorek, której mogę zaufać, bo wiem, że napisze dobrą i wciągającą powieść. Barwnie ukazuje swój świat, umiejętnie dawkuje wiedzę i co trochę zaskakuje szaleńczymi zwrotami akcji. W tym wszystkim nie gubi jednak postaci. Czego możecie się spodziewać? Jeszcze okrutniejszej komendantki, rudego buntownika, który namiesza i będzie Was wkurzał, egzekucji, skomplikowanej polityki Imperium, dusznego i przerażającego więzienia, które zbyt mocno przywodzi na myśl obozy koncentracyjne oraz nadziei i miłości. To powieść dla wszystkich, którzy kochają dobre fantasty. Sabo Tahir, nie pozwól nam zbyt długo czekać na trzeci tom!
Ocena: 3,5/5 
Recenzja: Gaba Rutana 
Recenzja powstała przy współpracy z portalem 
Wydawnictwo Akurat
Premiera: czerwiec 2017
Gatunek: fantasty
Cykl: An Ember in the Ashes, tom 2
Liczba stron: 512

Fan Art Laia by @sabaatahir 

Dziewczyna z Brooklynu, Guillaume Musso - wstrząsający thriller, który musisz przeczytać!

Najnowsza książka Guillaume Musso to mocny, wstrząsający thriller, który całkowicie mnie zaskoczył. Autor znany jest z niekonwencjonalnych pomysłów, ciekawych zwrotów fabularnych, jednak „Dziewczyna z Brooklynu” ma w sobie coś, co wywołuje prawdziwe ciarki i odruch obracania się za siebie. Genialna pozycja, pełna napięcia, emocji, znaków zapytania. Od pierwszych rozdziałów porywa w niesamowity wir akcji, momentami bulwersuje i przeraża. Musso z kategorii pisarzy dobrych, którym można zaufać, bo zawsze tworzą przyzwoite powieści, wspiął się na same wyżyny mojej listy, stając się mistrzem niepokojących thrillerów. Łał!
Niedługo mieli się pobrać. Jednak Anna wyciągnęła zdjęcia z przeszłości i wskazując na nie, powiedziała do Raphaëla – Ja to zrobiłam. On zareagował szokiem, a ona... uciekła. Mężczyzna postanawia ją odnaleźć, równocześnie wpadając w sieć intryg i powoli odkrywając prawdę o swojej narzeczonej. Kim jest Anna? I co dokładnie zrobiła?
Książka zaczyna się tajemnicą, która pogłębia się z każdym rozdziałem. Najbardziej zdziwiło mnie zakończenie – gdy już myślimy, że prawda została odkryta, autor ponownie zaskakuje czytelnika. Wcześniejsze książki Musso czytałam z przyjemnością, jednak nie mogłam odnaleźć w nich tego, co zawarte zostało w tej pozycji – napięcia, prawdziwie przejmującej historii, miejscami nawet przerażającej, bo nic nie wzbudza u nas większych emocji i oburzenia, niż krzywdzenie dzieci.
Pisarz postawił na wielotorową akcję, odgrzebując demony przeszłości, prowadząc nas przez różne etapy formowania się historii Anny Becker. O kunszcie Musso świadczy rozmach powieści, wraz z rozwojem fabuły przemieszczamy się po kontynentach, poznajemy nowych bohaterów, zagłębiamy się w psychologię postaci, aby na koniec i tak dać zaskoczyć się rozwojem wypadków. Kolejną cechą tej pozycji jest ciągle zmieniająca się narracja – raz pierwszoosobowa (w przypadku głównych bohaterów), a zaraz trzecioosobowa (gdy chodzi o dalszoplanowe postaci). Podczas czytania nie ma miejsca na nudę, Musso łączy style i sposoby ukazywania fabuły, jak i zachwyca nawiązaniami do literatury w postaci licznych cytatów. „Dziewczyna z Brooklynu” to prawdziwa gratka dla fanów kryminałów, skomplikowanych historii, nierozwiązanych spraw porzuconych przez policję, które wciąż budzą wątpliwości, ale równocześnie mocna, wstrząsająca powieść o makabrycznych, wywołujących ciarki zbrodniach.
Książka na początku może zmylić – tytuł kojarzy się z romansem lub powieścią obyczajową, okładka podobnie. Gdzie tutaj miejsce na trzymający w napięciu thriller? Muszę przyznać, że oprawa książki nie jest spójna z fabułą. Do zmiany jest okładka – w obecnej postaci to niemal bezbarwny obrazek, pozbawiony znaczenia i całkiem oderwany od historii Anny. Muszę przyczepić się również do stylu – prawdopodobnie to wina tłumaczenia, niektóre zdania czyta się nienaturalne, są „drewniane” i wybijają z rytmu. Jednak nie przysłania to całościowo fabuły, to drobne potknięcia, które na pierwszy rzut oka można nie wyłapać.
„Dziewczyna z Brooklynu” ma wszystko, co wymagam od thrillera – wstrząsającą historię, emocje, świetną psychologię postaci, zawiłą fabułę, która cały czas zaskakuje oraz niesamowity klimat, wywołujący dreszcz niepokoju. Musso ukazał swój literacki kunszt oraz klasę wielkiego pisarza. Razem z bohaterem gonimy za przeszłością Anny, łącząc tropy, które składają się na szokującą prawdę. To aktualnie moja ulubiona książka Musso, więc jestem ciekawa – czy pisarz podbije stawkę?
Ocena: 4/5
Recenzja: Gaba Rutana 
Recenzja powstała przy współpracy z portalem

Premiera: sierpień 2017
Wydawnictwo Albatros
Gatunek: thriller, kryminał
Liczba stron: 400